Od 5 lat nie spędziliśmy ze sobą żadnego weekendu To jest mój wywiad z moją żoną.

Jak to jest żyć z facetem, który poświęca jeden dodatkowy dzień roboczy w tygodniu na swoją pasję? Spędza osiem do dwudziestu godzin poza domem, często robiąc coś, co dla wielu jest niezrozumiałe i bezsensowne. Czy dla naszej drugiej połówki też jest to aż tak bardzo dziwne?

Bardzo długo zabierałem się do tego tematu. Pisanie samego tekstu w sumie było łatwe, ale sposób w jaki go zdobyłem nie zawsze. Postanowiłem, że porozmawiam szczerze z Żoną o tym jak naprawdę patrzy na moje kolarstwo i wszystko to co robię. Dopinguje mnie, czy się frustruje? Chce żebym to robił, czy wolałaby żebym więcej czasu poświęcał jej i dziecku? Wkurza się na nowe ciuchy czy ma to gdzieś? Poznaje kiedy kupuję sobie coś nowego do roweru i po prostu to przemilczy, czy może jednak nie ma o tym pojęcia?

Na pewno tym jednym wpisem nie wyczerpię tematu. Myślę, że to początek. Nie da się opisać tylu lat doświadczeń w kilkuset słowach. To co przeczytacie poniżej to po prostu i aż szczera rozmowa dwójki dorosłych, znających się od kilkunastu lat ludzi.

Ja: Zacznijmy od tego, że ustalamy, że się nie pokłócimy. Musisz na chwilę zapomnieć o tym, że jestem twoim mężem i odpowiadać jakbyś rozmawiała z dziennikarzem. Ok?

Żona: Śmiech. To będzie trudne! Gdzie jest niańka? Zacznijmy od tego, że więcej nie będziesz mi kupował wody w sześciolitrowych baniakach bo nie mam jak z tego pić.

Ja: No dobra, ale przejdźmy do rzeczy. Zgadzasz się?

Żona: Patrzy na telefon (FB). O Beti, bierze dzisiaj ślub!

Ja: Pytam poważnie.

Żona: Ok. Mogę się zgodzić. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Ale jakby co to nic nie publikujesz i kasujesz jak będę chciała.

Ja: Spoko. Możemy się tak umówić. Lubisz jeździć na rowerze?

Żona: Bardzo.

Ja: A czemu tak mało jeździsz?

Żona: No comment. Jak mam Ci to skomentować? Gdzie mam dziecko spakować? Do plecaka? Nie ma opcji na to żebym teraz jeździła. Nie mogę się już doczekać aż pojedziemy do Francji żeby po raz kolejny wjechać na Alpes d’Huez, zobaczyć góry, może wjechać na jakąś inną przełęcz. Tam w końcu będę mogła pojeździć tak jak lubię.

Ja: Ale trenowania na rowerze nie lubisz? Lubisz jeździć?

Żona: Nie ma takiej opcji. Nikt nie będzie mnie w stanie zmusić do robienia czegoś na co nie mam ochoty. A na trenowanie roweru nie mam ochoty.

Ja: A myślisz, że trenowanie kolarstwa to ciężka sprawa?

Żona: Ja wogóle uważam, że trenowanie jest ciężkie. Bez motywacji nie jesteś w stanie tego robić. Przez 9 miesicy ciąży trenowałam tylko dlatego, że zależało mi żeby nie stracić formy, ale gdybym nie była wtedy w ciąży to nie dałabym pewnie rady. To ciąża była mega motywacją do ćwiczenia, co w sumie jest dość nietypowe. Wiem o tym. Ale teraz gdy myślę, że miałabym robić trening bo tak musi być to nie wyobrażam sobie tego. Gdyby mi ktoś dziś powiedział, że mam wyjść teraz jak jest ciemno na trzy godziny na rower to bym go wyśmiała. Gdyby było ładnie ciepło i wiedziałabym, że będzie pięknie to z chęcią. Ale taki trening, dla trenowania – nie.

Ja: To czy to oznacza, że szanujesz to że ja trenuję?

Żona: Wszystkiego po trochu. Podziwiam, szanuję, zazdroszczę, nie rozumiem.

Ja: Wiedziałaś, że tak się nasze życie potoczy jak pierwszy raz pojechałem na zawody? Że to pójdzie w takim kierunku, że tak się temu oddam i poświęcę?

Żona: Wiesz co? Gdybym się wtedy nad tym mocniej zastanowiła to pewnie bym wiedziała. Dla mnie zawsze byłeś zajawkowiczem, ale takim na krótko. Koszykówka, xbox, którego kupiłeś i zagrałeś dwa razy.

Ja: Ale kolarstwo zostało na dłużej.

Żona: W kolarstwie miałeś więcej możliwości postawienia sobie wyżej poprzeczki. Czyli droga do celu była łatwiejsza do osiągnięcia niż to co mógłbyś osiągnąć w koszykówce. 

Ja: Czyli myślisz, że teraz jestem lepszy na rowerze niż byłem w koszykówce?

Żona: No tak.

Ja: Ale osiągnąłem na tyle dużo, że już powinienem skończyć? Znaleźć sobie coś nowego?

Żona: Nie. Z dużo poświęciłeś żeby teraz się przerzucać na coś innego. Całe nasze życie dostosowałeś to swojej pasji.

Ja: Ok. To jak jesteśmy przy tym temacie to co cię wkurza w tym moim trenowaniu?

Żona: Najbardziej wkurza mnie to że miałeś chodzić z Tymkiem na basen i nie byłeś z nami ani razu. A ja dźwigam te trzynaście kilo sama i jako jedyna przychodzę bez męża. Całe szczęście mam całą szatnię dla siebie bo wszystkie mamy z tatusiami są w rodzinnych. Przypominam, że Tymek ma pięć miesięcy i był osiem razy na basenie a ty nie byłeś z nim ani razu. Poza tym jak byłam w ciąży to wkurzało mnie to, że ja tyłam a ty traciłeś na wadze.

Ja: No dobra ustaliliśmy już, że na basen z Wami idę. A jeśli chodzi o to tycie / chudnięcie. To przecież było chwilowe. Teraz już wróciłaś do trenowania?

Żona: W ciąży akurat trenowałam codziennie.

Ja: To czemu Cię to wkurzało?

Żona: Bo ja codziennie trenowałam, przez całą ciążę, dziewięć miesięcy, pilnowałam się i robiłam co mogłam a i tak to ty chudłeś a ja tyłam.

Ja: Przytyłaś tyle co nic. Nie przesadzaj.

Żona: Ok. To w takim razie inaczej odpowiem na to pytanie. Wkurza mnie to że od około 5 lat nie spędziliśmy ze soba żadnego weekendu od rana, to że całe moje życie jest podporządkowane pod rower i treningi, to że wszędzie się walają części / gadżety rowerowe, to że wszystko robisz na ostatnią chwilę przed wyjściem na trening i nie możesz przez to zrobić innych rzeczy, to że ważniejszy jest dla Ciebie kolor czapki rowerowej niż dobor stroju codziennego, to że przestales jeść mieso, to że przed każdym wyjazdem uda ci się ogarnać tylko swoje gadżety, stroje a odłogiem leżą pozostałe sprawy, to że wszedzie ciągniemy za sobą rower, to ze jesteś chudy jak patyk, to że nie mogę już z Tobą jeździć na rowerze bo jeździsz za szybko i się nudzisz, to że nasze wakacje to obóz treningowy, to że bagażnik rowerowy jeździ przez cały rok, to że oddajesz rower do serwisu zawsze na ostatnią chwilę, to że zapominasz na trening wszystkiego, to że koszulek rowerowych masz więcej niż ja bluzek, to że pamiętasz tylko waty kolegów zamiast ważnych dat, to że interesują Ci tylko tematy do rozmowy o rowerze, to że non stop siedzisz z telefonem i odpisujesz na komentarze, to że czytasz, piszesz i ogladasz jednoczesnie, to ze zjeżdżasz tak szybko że może Ci się coś stać, to ze myłeś rower w wannie, to że potrafisz wyczyścić go idealnie a swoich butów już nie. Chociaż tak naprawdę to da się z tym żyć i już się przyzwyczaiłam.

Ja: Mmmmm to ja chyba muszę parę rzeczy przemyśleć.

20150131-rovverpl-0016981-retina

  • hahaha 🙂
    Boskie!

  • dfs

    Właśnie to się nazywa amatorstwo w życiu też trzeba wyluzować i np. dać ostro w palnik….

  • Artur Filipiak

    gdzieś juz to wszystko słyszłam, może inaczej powiedziane …, jedyne czego nie to mycia roweru w wannie, po prostu nie mam wanny 🙂

  • To statekkosmiczny.pl zaprasza Żonę, u nas pojawią się niebawem także wpisy, jak wozić dziecko na rowerze – opcji jest cała masa 😉

  • Marek Juraszek

    myłeś koło w wannie ? o masakra… 😀

  • Daniel Stasiewicz

    Myśle, ze moja żona na jednym wdechu rownież powiedziała by z wielka lekkością ostatnie zdanie tego wywiadu…

  • Anna Rogowiecka

    W jednym z Żoną się nie zgadzam – nie jesteś chudy jak patyk 😉 Ale jako żona zawodowego wędkarza, bardzo mocno łączę się z Żoną w „bólu”. U Was rower, u nas wędka(i), u Was koszulki, u nas koszulki, bluzy plus czapki, u Was części rowerowe, u nas „muchy” czy inne dziwne przynęty, u Was mycie roweru w wannie, u nas mycie woderów i innych (do tego śmierdzących rybą) ciężkich części garderoby wędkarza pod prysznicem. Mam męża na niektóre weekendy (na co dzień w Polsce nie łowi), za to znika na 2-3 tygodnie aby połowić na drugim końcu świata. Łącznie kilka miesięcy w roku. Mogłabym przytoczyć wiele pozytywów wynikających z tych wyjazdów, ale i negatywnych tego aspektów. Ale nie o to chodzi. Póki obie strony czują, że to buduje i jest równowaga w naturze, jest ok. Trzeba zawsze pamiętać o potrzebach obu stron (dzieci w to nie włączajmy). Dlatego mam nadzieję, że za tydzień napiszesz jak było na basenie (spokojnie można tam pewnie dojechać na rowerze) 😉

  • Chris Mechanic

    No jest Moc. Po pierwsze, to niesamowite, że podchodzimy do tematu (rozmowa) na prawie live, mamy ze dwa, trzy przemyślenia, a tu idzie tsunami słów w odpowiedzi… Takie przemyślane i tak tego dużo… Wiecie Panowie o co „kaman”… Ale, kurczę, Żony nasze są Mega, trochę dzielą pasję jednak, no i nas kochają… Nie ma co… A my, gadżeciarze, potrafimy z pasji w pasję wpadać, albo kilka ciągnąć na raz… Moja Żona mawia, że matka dwójki dzieci nie ma czasu na pasję inną niż dzieci i dom… Wspaniałe te Kobiety, które nam pozwalają się zatracać pozytywnie…

  • Myłeś rower w wannie ?? To już perwersja 🙂 . Że też jeszcze ta biedna kobieta Ci nie ubiła 🙂 .
    Staropolskie przysłowie mówi ….Widziały gały co brały 🙂
    Ale serio mówiąc, niestety tylko zapalony rowerzysta zrozumie drugiego rowerzystę w pełni . Cieszyć się należy że i tak masz dużo zrozumienia u żony .

  • LQ

    Wiele elementów z ostatniego komentarza małżonki jest jak deja vu z mojego podwórka. A co do mycia roweru w wannie… :/

  • xyz

    Kiedyś żonie powiedziałęm wychodząc na „rower” żeby zaczęła pisać bloga o życiu żony „kolarza”… byłby bardziej poczytny niż blog o kolarzu… bo chyba każdy z nas tak ma i trzeba przyznać, że nasze żony nas chyba jednak bardzo kochają! PS. na jednym tchu moja żona powiedziała by dokładnie to samo, oprócz mycia roweru w wannie, bo mam na to zakaz… i za 2 pln mam myjnie samochodową pod domem i mam się ustawiać w kolejce z autami.

  • Lidia

    Świetne 🙂 Ja przerabiam to z drugiej strony, a mąż dzielnie znosi 🙂 Cóż..takie życie kolarza, heheh 🙂

  • Aniu, tak myślałem, że do Ciebie to też całkiem dobrze trafi 😉

  • Robert

    Genialne! Dzięki, za wpis… mam nadzieję, że sprawi, że zanim utonę w kolarstwie jak Ty (o ile aż tak utonę) pomyślę o rodzinie 😉

  • Anka

    ech… jak bym to skąś znała.. tylko dot linówki, kopalni, sztolni i jaskiń… a współny wyjazd okupiony awanturą … bo przeciez wolne na wyjazd z ekipą da się zawsze załatwić a wyjazd z żiną i dzieckiem to wkret.. fajny życiowy art 🙂 pozdrowienia dla dzielnej żony 🙂

  • zawiedziona zona

    Szczerze mnie tez juz to wszystko wkurza. Wzięliśmy slub w październiku 2014 i od tego czasu nie spędzamy ani chwili razem.Szkola,praca i ciągłe treningi. Rower ważniejszy jest od własnej żony…

  • Ale masz cudowną żonę, mam nadzieje że traktujesz ją jak księżniczkę. Mój chłopak trenuje downhill i zaraził mnie tą pasją w 100%, ale czytając to aż się boję! Mamy co do siebie poważne plany i gdyby zaniedbywał mnie na rzecz pasji, chyba dostałabym szału 🙂 mam nadzieje jednak że tak nie będzie i że nie weźmie mnie lenistwo oraz będę ćwiczyć z Nim 🙂 będę zaglądać na bloga, a Wam życzę dużo miłości, Tobie dalszych sukcesów, a żonie mnóstwo cierpliwości 🙂

  • Guest

    Współczuję Twojej żonie. Mam nadzieję, że ocknie się i zadba o swoje potrzeby.

  • Każdy ma to, na co się godzi.

  • olkovitz

    mnie sie zdarzylo pod prysznicem 😀

  • Może ktoś tego nie rozumie, ale mój rower jest w wannie jakieś 3-4 razy w tyg. w zależności od pogody 😛

  • Arkadiusz Zwiewka

    Mycie roweru lub kół w wannie bądż pod prysznicem tez się zdarzało i moja żona tez nie była zadowlona, więc musiałem za każdym razem nieżle wszystko wypucować.
    Generalnie moja rodzina mnie rozumie i wspiera. Żona wie,że muszę zrobić trening, że to tego potrzebuje, że to jest jak uzależnienie a 3,5 letni synek też lubi jeżdzić na swoim małym rowerku i chyba jak na malucha też mnie rozumie :). Jestem mojej zonie dozgonnie wdzięczny, że jest taka dobra dla mnie…nigdy nie powiedziała słowa, że nie moge iśc na trening lub, że za dużo jeżdżę. jestem pod tym względem po prostu szczęściarzem. Ale to nie jest tak ,że nie daję nic w zamian…wiem dobrze, że muszę w innych rodzinnych sprawach też dawać dużo od siebie. Takie życie 🙂

  • suszi

    Jak nie jesteś Mistrzem Polski to daj se siana, musi być w życiu równowaga, Rodzina jest najważniejsza !!! Chyba, że to tylko ucieczka przed realnym życiem … sam sobie daj odpowiedź 😉

  • Pingback: #psychocyclo 3 | rovver()

  • Uwierz mi, że za każdym razem jak jestem na rowerze zadaję sobie to pytanie. Odpowiedź jest zawsze jednoznaczna. To oczywiste. Ale cały czas jak mały chłopiec mam nadzieję… 🙂

  • Myślę, że nie trzeba współczuć. Pokazałem póki co jedną stronę medalu. Przyjdzie też czas na drugą.

  • Cieszę się, że poruszyłem ten temat. Myślę, że to było potrzebne. I wiem też teraz, że trzeba to kontynuować ponieważ brakuje ludziom i związkom wiedzy jak sobie radzić z tymi problemami. A nie chodzi przecież o to, żeby czerpać garściami i nic nie dawać. Dlatego o dawaniu też napiszę.

  • zawiedziona zona

    Mam nadzieję, że Twoje wpisy chociaż u części „kolarzy” wywołaja przynajmniej minimalne przemyślenia. Może w końcu zobaczycie, że obok roweru i całej tej kolarskiej otoczki są osoby, które bardzo was kochają i często zaciskaja zęby…I czekają na każdy wasz powrót z treningu, zawodów z myślą że może w końcu zobaczycie jak bardzo tęsknimy za chociaż w połowie normalnym życiem rodzinnym.

  • Marcin Fabiszewski

    Droga Zawiedziona żono… jestem trenerem w małym Triathlonowym klubie, nie wiem w jakim wieku jesteście i jak duży staż waszego związku, ale jeśli mogę coś polecić to zacznij z tym żyć albo czas na zmiany, bo zmieniając pasjonata i każąc mu zmienić sie, Wasze życie zmieni się w koszmar…a wszystko dzięki frustracji, a z drugiej strony, może warto docenić i pokochać, wesprzeć i poprzeć a i samemu dostaniesz wsparcie i miłość do kwadratu… może warto docenić, że nie siedzi na kanapie i nie wali 5 browara, może warto docenić, że wchodząc po schodach niema zadyszki ( no może nie po treningu 😛 ) , może warto docenić, że jak już Wam się uda wyjść razem to masz kierowcę itd…. długo by wymieniać 😀
    Mam zawodników których, wyciągam ze starego życia, i jestem w kontakcie z ich rodzinami które wspierają ich 10-15h treningu w tygodniu byle by schudli, zmienili swój styl bycia z 14h dziennie w pracy… itd… warto przemyśleć ! 😀

  • Marcin Fabiszewski

    hmm sam też dużo trenują, plisss o wyjaśnienie co znaczy „normalne życie” jak to widzisz ??

  • zawiedziona zona

    Normalne życie to chociaż jeden weekend w miesiącu bez zawodów i treningu od rana do ciemnej nocy, to przynajmniej jeden wieczór spędzony razem a nie ja sama a mąż na siłowni lub treningu.Normalne życie to tez zainteresowanie się sprawami życia codziennego a nie tylko ustalanie kiedy jaki trening…

  • Marcin Fabiszewski

    Ok. Myślę, że jest to do pogodzenia… ale trzeba pamiętać, że kompromis nie jest tak naprawdę satysfakcjonujący dla żadnej ze stron… wiem bo sam trenuję… jest dwójka dzieci, dom, praca itp….. da się ale muszą nad tym pracować obie strony.
    Pozdrawiam
    F.

  • zawiedziona zona

    Wiele jestem w stanie zrozumieć i uszanować,dlatego często przemilczam te ciągle nieobecności i brak czasu. Ale trzeba też szanować i rozumieć potrzeby drugiej osoby.Trenowanie po 3-4 godz dziennie i zaspokajanie wyłącznie swoich potrzeb jest bardzo samolubne. Wy kolarze jesteście bardzo zafiksowani tylko w jednym kierunku zapominając że nie jesteście sami i tez macie jakieś obowiązki względem rodziny

  • Marcin Sójka

    Zawiedziona Żono, jestem zawodnikem” w małym Triathlonowym klubie” trenowanym przez Marcina Fabiszewskiego (pozdrówka Fabisz). Tak dla pocieszenia zacytuję mojego trenera – „jeśli życie rodzinne układa się dobrze, to znaczy że za słabo przykładasz się do treningu” 🙂

  • zawiedziona zona

    no i właśnie widać w taki stwierdzeniach , Wasze zaślepienie tylko w jednym kierunku.Wychodzi Wasze samolubstwo. Szkoda że treningi są dla Was ważniejsze niż żony,partnerki które cały czas się łudzą, że pewnego dnia zdejmiecie klapki z oczu…aby nie pozostały Wam wtedy już tylko rowery, treningi i wyścigi

  • Pingback: Trzy obserwacje z wygnania | rovver()

  • Ależ my się wozimy całą rodziną (2+2)… W ubiegłym sezonie wypożyczaną przyczepką, w ten sezon wjeżdżamy już z własną…

  • Pingback: Share Week 2015 wg. mnie ⋆ Bobiko ⋆ Blog nie zawsze technologiczny.()

  • Janusz

    Uf. Jak dobrze że napisaliście o tym. Omal zagapiłem się kolejny raz.

    W sumie jeśli jest jak piszesz, że każdy dzień to kilka godzin treningu plus ta otoczka która zamienia dom w klub sportowy to rzeczywiście jest to poza linią demarkatacyjną dzielącą szczęśliwy dom ludzi czerpiących ze swych pasji, od murowanego nieszczęścia z powodu 5 lat bez wspólnego weekendu.

    Nie wiem czy wiedzą to żony, ale wiem jak to potrafi struć w trakcie treningu. Dzięki wynalazkom takim jak strava nie trudno aby pomieszał się system wartości. Każdy z nas tak ma i wiemy kiedy noga podaje a kiedy nie. Nawet Kwiatek pisał ostatnio o tym, że nie wytrzymałby gdyby miał non stop spędzać czas w hotelach, a jak przyjedzie do Calp rodzina to jest atmosfera do pracy i motywacja.

    Brnę w tym samym złym kierunku co większość pasjonatów kolarstwa, ale pamiętam jak kilka lat temu gdy urodziła się córka zrobiłem przerwę by bardziej zadbać o rodzinę. Później po przerwie wróciłem, ale musiałem i starałem się zmienić trening (oszczędzałem czas bo ze wszystkim potrafię się babrać w nieskończoność).

    Czas na optymalizację. Spróbuj przeanalizować czas i zakres treningów. Zastanów się co jest celem!?

    Zobacz – może niektóre treningi nie przekładają się na wyniki. Może odpuszczenie niektórych z nich wręcz wynik poprawi, albo przynajmniej nie wpłynie na obniżenie wyników. Czasem trzeba przepalić nogę, ale może bardziej intensywny trening na rzecz skrócenia czasu da lepszy efekt (2x60km w 2x2h, a nie 1x6h i kilka godzin regeneracji kosztem rodziny). Szukaj gdzie ucieka czas. Mierz czas i kontroluj go.

    Znajomi mają podobny problem, ale chodzi o loty szybowcem. W praktyce w roku wychodzi niewiele godzin w powietrzu. Mimo to kolega na ziemi też buja w obłokach. Jakby się czegoś napalił. I tu dochodzimy chyba do słowa ‚uzależnienie’. Warto sobie zadać pytanie, czy i nam się to paskudztwo nie przytrafiło!?

    Pomijam, że celem nie jest czas spędzony na treningu, ale jeśli dojdziesz do wniosku że celem nie są maksymalne możliwe wyniki z treningu za każdą cenę, a np. maksymalne możliwe wyniki z treningu osiągnięte dzięki endorfinkom z Waszego szczęśliwego życia i pod tym warunkiem o Waszym szczęściu zawartym w tych słowach, to Łukaszu – olej kmy bo te szczęścia ani żonie ani Tobie nie dają. Nawet trening masz spaprany kiedy wiesz, że to zadaje ból żonie. Chodzi o to aby były szczęśliwe gdy wracamy, a nie o to by w głębi ducha miały ochotę wystawić nam walizki.

    Szanujmy bardziej czas bliskich na treningach (punktualność a nie pół godziny rozmów przed treningiem, umiarkowanie w przerwach, może wcześniejsze godziny startów i powrotów, itp.).

    Oczywiście pozostaje pytanie czy takie podejście i rezultaty będą stanowiły zadowalającą odpowiedź dla dzielnych żon!?

    Życzę wszystkim związkom ustalenia wspólnych celów, obustronnej wyrozumiałości w dążeniu do nich, ogromnej tolerancji, zaufania i wiary w to, że miłość w domu potrafi skracać trening i wpływa na lepsze wyniki, tak jak dobry trening przekłada się na wprowadzenie radości do naszych domów.

    ps. Blog spala czas w kierunku …niestety również związanym z pasją. Założę się że i ten czas nie jest mały i idzie na konto frustracji, ale wielki ukłon w stronę czasu za ten właśnie artykuł (w sumie to masz pomysł na nowy blog, albo co najmniej dobry artykuł gdzieś poza tym blogiem, który powinien uświadamiać większej liczbie ludzi że jest taka pułapka).

  • Janusz, bardzo dziękuję za fantastyczny komentarz. A co do moich relacji i mojego podejścia, to myślę, że dla tych osób które chcą jest to zrozumiałe, że ja nie jeżdżę / trenuję dla wygranych, medali i pucharów. Ja robię to dla samego trenowania, dla czasu spędzonego na szosie z własnymi myślami, kiedy układam sobie w głowie wszystkie życiowe tematy. To jest moja higiena osobista umysłu i ciała.

  • Pingback: Higiena osobista, czyli o celach trenowania słów kilka.()

  • Pingback: Źródła #2: pasje w związkach, chińska wolność i Nick Cave | Made In Zen()

  • Alicja Waśniewska

    No tu akurat nie kumam problemu. Myjesz rower w wannie, potem myjesz wannę i kafelki, brudu nie ma, wszyscy szczęśliwi. Nie jestem w stanie pojąć tragedii mycia roweru w wannie.

  • Alicja Waśniewska

    Normalne życie to dawanie i branie po połowie, a więc raczej nie jeden weekend dla rodziny, tylko dwa, jako że miesiąc ma 4 tygodnie. Z jakiej racji pasje żony, choćby to było tylko malowanie paznokci lub produkowanie contentu na Bekę z mamuś na forach miałoby być mniej istotne od pasji męża-kolarza? Albo po połowie, albo układ nie ma nic wspólnego z normalnym życiem. Co ja gadam, z etyką i poszanowaniem bliźniego.

  • Kichał

    No dobra Łukasz. Przyznaj się teraz czy byłeś na tym basenie? 🙂

  • Artur

    Trochę podobnie jak u nas, trochę… Czekaj, tylko położę Tymka do łóżka.

  • eN

    Cześć! Będzie druga część artykułu z „drugą stroną”?

  • Pracuję nad małzonką – może bedzie 🙂