Kolarskie kłamstwa

Każdy kolarz to kłamca. Co więcej nie jest tak, że kłamcami byliśmy od zawsze i tak nam zostaje. Raczej chodzi o to, że w trakcie stawania się kolarzami i popadania w coraz większą manię kolarską stajemy się coraz większymi kłamcami. Przykładów pewnie można mnożyć całą masę. Jeśli macie swoje – zostawcie info w komentarzach!

Poniżej kilka prostych przykładów:

…Nigdy nie założę tych obcisłych ciuchów…

Najprostsza sprawa pod słońcem. Zaczynamy od szortów, spodenek koszykarskich, a jak cztery litery po 3 godzinach siedzenia bolą dalej nawet następnego dnia – nie ma wyjścia – jedziemy kupić szorty z wkładką. Jednak po pierwszym starcie w maratonie nie mamy już żadnych złudzeń. Obcisłe szorty są lekki i wygodne. Ale w kolorze różowym to już na bank jeździł nie będę…

…Nigdy nie ogolę nóg…

Do tego etapu jeszcze nie doszedłem, ale proces treningowy, który osiągnąłem w tym roku i treningi ponad 4h kilka dni pod rząd powodują, że zaczynam myśleć o masażach… a co potem będzie nie wiem 🙂 Wiem, że 9 na 10 osób zaczynających przygodę z kolarstwem zarzeka się, że nie ma mowy na golenie nóg. Ale po osiągnięciu pewnego poziomu prawie każdy jednak przyznaje, że jest to niezbędne. Dlaczego? Oto przykładowe wyjaśnienia tej skomplikowanej procedury:

  • Prosi w zasadzie po każdym treningu mają masaże, wsmarowywanie różnych mazideł itp. Bez tego nie ma opcji, żeby trenować po kilka godzin dziennie nie mówiąc już o startowaniu z wydarzeniach takich jak Tour De Pologne czy Tour De France, chociaż patrz ten wpis
  • Tradycja – to jest po prostu część tego sportu – tak było jest i będzie
  • Po upadkach, które szczególnie w kolarstwie szosowym są częste i bolesne skóra łatwiej i szybciej goii się jeśli można ją bezproblemowo osuszyć, zdezynfekować i nakleić plaster czy opatrunek
  • Podobno dobrze wygląda to na zdjęciach

Kłamstwem kolarskim w najczystszej postaci jest jednak golenie nóg i mówienie wszem i wobec, że wcale się ich nie goli.

…Wcale nie trenuję tak dużo…

Klasyk. Ja też dużo nie trenuję. W zasadzie tyle ile trzeba, a czasami nawet mniej. Przeważnie miewam przerwy, albo nie miałem czasu na treningi tak jak bym chciał, ale i tak co tydzień wychodzi tyle samo i przeważnie dla normalnych ludzi są to liczby nieosiągalne.

…Dziś jedziemy lekko…

Za każdym razem gdy wybieram się na trening grupowy w trakcie budowania bazy hasło jest takie same – jedziemy lekko w tlenie… Niestety jak tylko na horyzoncie pojawia się jakaś grupka od razu trening tlenowy przekształca się z trening pod progiem beztlenowym a czasem nawet lepiej. Zawsze jedziemy lekko, ale psychika nie zawsze na to pozwala!

…To już ostatnia część, którą kupuje w tym sezonie…

Ha ha… szczególnie w zimie przeglądając katalogi i pisma rowerowe wydaje się że mówią do nas „Kup mnie, kup mnie”. Trzeba się nauczyć z tym żyć i nie ma opcji, żeby to zmienić. Żadna część nie jest ostatnia. Tak samo jak jeden rower to za mało, dwa w sumie też, optymalnie byłoby mieć z sześć (szosa na treningi, szosa na zawody, szosa do czasówek, MTB na treningi, MTB na zawody, rower zimowy).

…Nie Kochanie, już to mam od dawna…

Mamy nadzieję, że przy takiej liczbie części kolejne jakie pojawiają się w domu nie zostaną zauważone. Przeważnie jednak kobiety są dużo bardziej spostrzegawcze od facetów więc nie ma to sensu, ale i tak lepiej się czujemy jak nie poinformujemy do końca o wszystkich wydatkach naszą drugą połówkę.