Jak jest na spinningu?

Zupełnie przypadkowo wybrałem się na spinning. Początkowo miało to być zwykłe wyjście z kolegą do nowej siłowni (w ramach testów, swoją drogą wyszły bardzo pozytywnie). W szatni znaleźliśmy się jakieś 3 min przed rozpoczęciem zajęć, więc wszystko potoczyło się bardzo szybko. W drodze do sali treningowej dowiedziałem się, że to trening dla zaawansowanych. W sumie wiadomość dla mnie żadna, no bo przecież od jakiegoś czasu trenuję więc nie powinno być problemów. Jedyne co przechodziło mi przez myśl, to czy na pewno dobrze robię wybierając się na godzinę teoretycznie ostrej jazdy w połowie lutego… niby mam teraz robić bazę tlenową, ale co tam 🙂 jest okazja to trzeba się sprawić…

Sprzęt

Rower stacjonarny do spinningu wygląda trochę jak urządzenie z przed kilku lat. Pomimo, że podobno jeździliśmy na stosunkowo nowym sprzęcie to wcale na to nie wyglądał. Zdziwiły mnie natomiast dwie rzeczy: brak jakiejkolwiek elektroniki (prędkościomierz, miernik mocy, kadencja) oraz sposób w jaki kręcą się pedały (trochę jak koło zamachowe więc faktycznie przypomina to normalny rower w dużo większym stopniu niż tradycyjny rowerek stacjonarny). Bardzo dobrze regulowany, wygodne siodełko – nie za duże, nie za miękkie, wygodna kierownica (dosyć wąska, taka jaką lubię). Sprzęt bardzo stabilny (ciężki). W zasadzie byłem bardzo pozytywnie zaskoczony!

Początek

Pierwsze kilka minut było spokoje chociaż jak dla mnie wszyscy ludzie dookoła (tak! spinning to trening grupowy z trenerem) kręcili może i na małych obciążeniach, ale za to z bardzo dużą kadencją. Przynajmniej tak mi się wydawało. I tutaj pojawił się pierwszy problem czyli brak pomiaru kadencji. Nie rozumiem, czemu te rowery nie mają takiej funkcji. Po ok. 5min pedałowania miałem już tętno w okolicach 60%HRMax. Po 5 minutach zaczęły się podjazdy (po 1min lub 2min) czyli dokręcamy obciążenie i stajemy na pedałach. Nie lubię zbytnio jeździć na stojąco na rowerze stacjonarnym, ale muszę przyznać że na tym od spinningu jechało się całkiem dobrze. W ciągu pierwszych 20 min były 3 takie podjazdy i uważam, że do zdecydowanie za ciężki początek. Mięśnie ud piekły bardzo. Tętno ok. 90 – 95% i pierwszy raz pomyślałem, że nie dam rady i muszę usiąść.

Lepiej

Po ok 30min tak na prawdę zaczęło mi się jechać całkiem nieźle. Muzyka zrobiła się trochę żwawsza i ciekawsza, wpadłem w odpowiedni rytm. Organizm zaczął się pocić i wchodzić na obroty. W zasadzie od tego momentu nie przekroczyłem 90% pomimo częstych „podjazdów” i nie czułem już pieczenia w nogach. Ponieważ jechało mi się dobrze to miałem okazję obserwować co robi reszta. Pierwsza podstawowa sprawa, którą zauważyłem to, że wszyscy naprawdę szybko kręcili. Musiałem sobie co jakiś czas przypominać żeby trochę podkręcić tempo. Poza tym przy jeździe na stojąco wszyscy mają zupełnie wyprostowane ręce w łokciach, co oznacza, że je blokują i opierają na nich ciężar ciała. Wydaje mi się, że to trochę bez sensu. Lepiej mniejsze obciążenie, ale ręce zgięte w łokciach i bez opierania się bo dużo precyzyjniej pracujemy wówczas nogami.

Na koniec

Początek moim zdaniem za szybki, za ciężki. Potem ok. Średnie tętno wyszło mi 78% HRMax więc tragedii nie było. Maksymalne zanotowane to 96% HRMax. Kałuża pod rowerem po jeździe. Trochę rozciągania na koniec. Zastanawia mnie tylko czy luty to odpowiedni miesiąc na takie zmagania… Ale prawda też jest taka, że po tej 1h czułem się tak dobrze, że jeszcze przynajmniej z 1h dłużej bym z chęcią pojechał.

  • Marcin

    Ja początkowo na spinningu też miałem problemy z tętnem – leciało na orbitę, potem nauczyłem się dobierać obciążenie i przyzwyczaiłem do ciągłej jazdy na stojąco, po dwóch trzech treningach bez problemu trzymałem się w granicach do 80% HRmax.

    No i ta muzyka…. Teraz usilnie poszukuję muzyki z odpowiednią kadencją 🙂 Mam już nawet katalog gdzie odkładam kadencje 60 i 90 (chociaż do tej drugiej na razie brakuje mi muzyki…)

    A to jak kręcą się pedały określiłbym jako ostre koło z zaciśniętym mnie lub bardziej hamulcem.

  • Weź daj jakąś listę tych piosenek to może się podzielimy z innymi 🙂 ? My ćwiczyliśmy przy dwóch tak szybkich kawałkach Nelly Furtado, że kadencja to musiała być gdzieś na poziomie 120 – 130