Ciężkie początki Człowiek chce kulturalnie wrócić do tego co kocha a tu wszystko pod górkę. Trenowanie rozpoczęte.

Trzy tygodnie bez roweru to dla mnie bardzo długo. Nie jestem przyzwyczajony do takiej rozłąki. Co ciekawe głód nie powrócił od razu. Minęło jeszcze kilka dni zanim wyrwałem się z domu na prawdziwe jeżdżenie. A teraz siedzę z gorączką 38 stopni i mam zamiar napisać jak było dziś fajnie.


Wiem, że może to dla wielu być dziwne, ale nie podszedłem do powrotu do reżimu treningowego spokojnie i lekko. Niby miałem w planie pojeździć w tygodniu, ale w praktyce okazało się to niewykonalne. Praca, praca i jeszcze raz praca. Wczesne wyjścia z domu i późne powroty. Na to nie ma wpływu i tyle. W związku z tym tydzień, który miał być dla mnie pierwszym od przerwy okazał się kolejnym bez jeżdżenia.

Jeśli chodzi o trenowanie stosuję taką zasadę, że jak coś sobie założę, to staram się tego nie zmieniać. W kontekście planów treningowych wygląda to tak, że jeśli jakiś trening wypada, nie uda mi się go zrobić, to idę dalej z planem a nie nadrabiam zaległości. Oczywiście czasem jak wypada jakiś ważny format, to skonsultuję to z trenerem i wówczas podejmujemy decyzje o tym, żeby coś poprzestawiać, ale reguła jest taka, żeby lecieć dalej z tematem.

20150308-rovverpl-0015162-retina

W weekend miałem zaplanowany test na pomiarze mocy. W terenie, na szosie, taki standardowy 20 minutowy. Test ma określić próg (FTP), na podstawie którego planowane są kolejne treningi. Pomimo, że jeszcze od czasu do czasu kaszlę i nie czułem się jakoś wybitnie to bez rozczulania się nad sobą w deszczu i syfie na asfalcie pojechałem zobaczyć co jestem w stanie wykręcić. Poszło całkiem dobrze, 329W to wynik, którego po tak dużej przerwie się nie spodziewałem, chociaż po części można go tłumaczyć wzrostem wagi. No niestety jak się siedzi na dupie przez trzy tygodnie bez aktywności fizycznej to nie ma opcji, żeby trochę kilogramów nie dołożyć.

Test poszedł dobrze, załapałem się potem jeszcze z kolegami z We Ride na kilkadziesiąt dodatkowych kilometrów. Płuco przypaliłem, nie powiem, znacie ten metaliczny posmak. No to coś takiego utrzymywało mi się jeszcze przez dobre kilkadziesiąt minut. Można było się tego spodziewać więc jakoś bardzo się nie dziwiłem. Niestety później było tylko gorzej. Popołudniu czułem się tak sobie, było mi cały czas bardzo gorąco. Często po dużym wysiłku mam podwyższoną temperaturę ciała (nawet ponad 37 stopni Celsjusza), więc myślałem, że taki właśnie jest też powód. W nocy okazało się jednak, że powód był zgoła innych. Dreszcze, aspiryna, wypacanie. Rano wstałem jak nowy. Tak mi się w każdym razie wydawało. Ubrałem się ciepło i pojechałem na umówiony czterogodzinny trening.

20150308-rovverpl-0025212-retina

I było super. Właśnie na to czekałem tyle czasu. Co prawda takiego umierania nie doznałem dawno, ale było warto. Każda minuta dawała mi satysfakcję. Pierwsze dwie godziny zniosłem bez problemów. Kolejne dwie to mikro agonia. Miałem nawet takie myśli, że ostatni raz czułem się tak na Trophy. Wyszły wszystkie braki w wytrzymałości wynikające z niejeżdżenia. Dowlokłem się po czterech godzinach do domu, zmierzyłem temperaturę – 37,9. Ups. Bez rewelacji. W ciągu godziny zrobiło się 39. No to już nie wyglądało dobrze więc zawinąłem się w ciepłą bluzę, walnąłem kolejną aspirynę tym razem z witaminą C, gorącą herbatę i rozpocząłem dogorywanie przez półtorej godziny. Na szczęście mój synek chyba bardzo mnie kocha, bo totalnie mi odpuścił i był tak grzeczny, że w zasadzie mogłem w spokoju leżeć na kanapie przez cały czas. Musiałem wyglądać naprawdę beznadziejnie.

Bardzo jestem ciekaw jaki będzie finał tych moich wyczynów, chociaż muszę przyznać, że poza temperaturę czuję się wyjątkowo dobrze. Cała noc jeszcze przede mną więc postaram się ją wykorzystać na jakieś sensowne wypacanie.

Nie zamierzam się poddać. W końcu za dwa dni mam jeździć po pięknych i ciepłych asfaltach Gran Canarii.

 

  • Ładnie , ładnie … Widzę , że powoli wraca motywacja i zdrowie

  • Tak. Wraca 🙂 Bardzo mnie to cieszy!

  • Sobota dała w kość, a w niedzielę jeszcze poprawiłeś:) Zdrowia!