Koparka i jeden wat

Cały  sezon przygotowań, kompensacja w delegacji i medytacja w dniu poprzedzającym. Ten dzień w końcu nadszedł. Wyznaczony cel treningowy (nie mylić z celem startowym) czyli 20min jazdy ze średnią mocą trzysta pięćdziesiąt watów musi zostać zweryfikowany. Sobota ósma trzydzieści ruszam w trasę. Długo się nie rozgrzewam, nie wprowadzam, po prostu mniej więcej trzydzieści minut robię określony rytuał, który ma pobudzić organizm. Potem ogień.

Teoretycznie wydaje się że to prosta sprawa. Trzeba kręcić ile fabryka dała przez dwadzieścia minut. Jest w tym wszystkim jednak kilka podchwytliwych tematów. Po pierwsze jak tylko się rusza to organizm i głowa aż się rwą do gięcia korb. Czterysta pięćdziesiąt watów w pierwszej minucie osiągam bez problemu i to jak się mocno ograniczę. Kiedy robiłem swoje pierwsze testy wyniki powyżej sześciuset nie były przypadkiem. A tu trzeba pamiętać o tym, że ten wysyłek trochę jeszcze potrwa. Im mocniej zaczynam tym szybciej opadam z sił. Dlatego z każdym kolejnym testem staram się zaczynać spokojnie. Góra trzydzieści watów powyżej tego co sobie zaplanowałem (czyli na przykład powyżej wyniku z poprzedniego testu). I tak zostanie to szybko zweryfikowane.

Dziś było wszystko pod kontrolą. Eleganckie trzysta sześćdziesiąt cztery waty przez pierwsze pięć minut aż do momentu spotkania z koparką. No tak właśnie pech chciał, że stanęła sobie na całej szerokości drogi. Umiejętności przełajowe są, więc szybki zjazd na piaszczyste pobocze i jakoś udało mi się się ją ominąć. Ciekawe jest to, co dzieje się po takim incydencie w organizmie. Tętno wcale nie spada, ale czuję, że zaczynam dyszeć. Rozkręcenie przytytego kolarza wraz z rowerem na nowo i złapanie prędkości powoduje, że tętno wzrasta, osiągam moc, której nie powinienem przekraczać i przez to zaraz odczuwam duży spadek siły. Klasyczne wytrącenie z rytmu. Przez myśl przechodzi, że może przerwać, ale jak potem sobie uzmysławiam, że miałbym jeszcze raz zaczynać to ratuję się zerknięciem na średnią moc na garminie… tylko pięć watów mniej. Dobra dam radę. Jadę dalej.

Jadę dalej

Prawdziwy kryzys zawsze przychodzi po dziewięciu – dwunastu minutach. Jestem już tego nauczony. Wtedy trzeba trzymać równe tempo. Nic innego nie da się zrobić. Średnia moc zaczyna spadać wat po wacie mniej więcej do trzech minut przed zakończeniem testu. Ostatnie minuty to sprawdzian głowy i wytrzymałości. Jeśli coś jeszcze zostało to wtedy można iść w trupa. Ale też rozsądnie. Kiedyś tak mnie odcięło na ostatnie trzydzieści sekund że prawie już nic nie jechałem. A to nie oto chodzi. Ma być równo.

Test może się wydawać głupi, dla osób które jeżdżą – nie trenują. Ale dla mnie głupi nie jest. Nie lubię go bo jest naprawdę ciężki. Tym bardziej że jedzie się samemu i trzeba się naprawdę mocno zmobilizować i zaciąć żeby tak jechać nie podczas zawodów. Ale test pokazuje, czy to co robię ma sens. Realnie daje znać o tym, że moje trenowanie poprawia to jak jeżdżę, czy powoduje że jestem szybszy. Poza tym widzę też jak mój organizm nabiera formy. A to mobilizuje do dalszej pracy.

Wyszło trzysta pięćdziesiąt cztery. Przez koparkę cały jeden wat za mało. Jakbym ważył 70kg to wynik super. A tak to ledwo na ogóra wystarczy. W grupie na metę dojadę. Może się nawet kiedyś w jakąś ucieczkę zabiorę jak będzie słaba obsada.

ps. pozdro dla kolegi z Ośka Warszawa , z którym wróciliśmy sobie później z GK do Powsina w tempie 39km/h pod wiatr. Taki tam rozjazd.

koparka i jeden wat

  • cisz

    Trenuję. I jest to głupie. P.S. Osiągam wyniki, dzięki.

  • Nie uważam, żeby to było głupie. Masz pasję, sposób na odpoczynek, spędzanie wolnego czasu i pewnie też jakieś cele. Poza tym trening zmienia też wiele cech osobowościowych jak np. konsekwencję, dokładność, systematyczność itp. Głupie to jest siedzenie przed TV.

  • cisz

    Cytuję autora: „Test może się wydawać głupi, dla osób które jeżdżą – nie trenują”. Powtarzam więc swój komentarz. Owszem, trenuję. Owszem, osiągam wyniki. Owszem, na wysokim, międzynarodowym poziomie. Owszem, tego typu test, zarówno z punktu widzenia zawodnika jak i AWF-isty wydaje się po prostu głupi.

  • Patrząc na niego bez żadnego kontekstu około treningowego można uznać że jest głupi. Pytanie, czy za taki też go uznamy znając ten kontekst? Nie wiem. Nie jestem zawodnikiem, nie osiągam wyników, a już na pewno nie na międzynarodowym poziomie. Nie jest to też mój cel. Bawię się w kolarstwo. Bo tylko na zabawę mam czas. Test jest dla mnie jedną z bardziej wymiernych form sprawdzania się. A czy akurat taki jest najlepszy? To pierwszy rok kiedy go robię – uważam, że tak. Może zmienię zdanie. Tylko krowa go nie zmienia. Może mnie do tego przekonasz?

  • cisz

    Uważam, że nie ma o czym przekonywać, każdy musi znaleźć swoją własną prawdę. Jednak to nie test, jakikolwiek by nie był, a jedynie inwestycja czasowa w trening umożliwiają osiąganie wyników. To tak naprawdę jest bardzo proste. Przy inwestycji czasowej chociaż 700 godzin treningowych rocznie, regularności i zachowaniu podstawowych zasad tworzenia makro i mikrocyklów naprawdę można spodziewać się wyniku. W ciemno. Marzenia „trenuj mniej i rozsądniej i osiągaj wynik” się nie spełniają. Jedynie „trenuj i osiągaj wynik” działa. Jeżeli ktoś twierdzi że jest inaczej, zwyczajnie kłamie. To wszystko.

  • Pingback: Sprawa Strava()

  • Pingback: Ciężkie początki | rovver()