kilka pytań do amatorów

Dlaczego Ty też masz bezrefleksyjnie dołączać do tego tłumu? Dlaczego masz zostać kolejnym identycznym amatorem jak Twoi poprzednicy.

Nie dołączam do tłumu bezrefleksyjnie. To jest przemyślane i to jest mój i TYLKO mój wybór. Nie ma przede mną poprzedników. Jestem ja. Widzę ten sport swoimi oczami i przez to traktuję go tak jak tego potrzebuję, a nie tak jak pokazuje go Rapha, ani tak jak pokazuje go Specialized. Patrzę, obserwuję, widzę – wyciągam wnioski, i nadal robię to, co uważam za słuszne. To co chcę. Co czuję. Tylko tyle, żebym był szczęśliwszy.

Jesteś amatorem. Masz to szczęście, że nim jesteś. Nie musisz wywiązywać się z żadnych zobowiązań. Nie podpisałeś kontraktu z zawodową ekipą.

Dokładnie tak. Nie mam paszportu biologicznego, nie zarabiam tym na życie, nie mam żadnych zobowiązań. Robię to z wyboru. Bo to mi pomaga. Odstresowuje, sprawia, że mam chwilę kiedy nie myślę o wszystkim dookoła. Ale nie dlatego, że jestem SAM w lesie, czy w górach, czy po prostu na podwarszawskiej szosie. Czasem to nie wystarcza. Muszę sprawić, żeby bolało tak, że tylko o bólu mogę myśleć. A tak na prawdę – przez ból – nie myśleć o niczym. To jest moje katharsis.

Możesz jeździć dla swojej czystej przyjemności. Możesz czerpać garściami z dobrodziejstw jakie daje ta wspaniała dyscyplina sportu.

Chociaż nie. Przecież tak wygląda kolarstwo. Kropka. Sztuka cierpienia.

A może kolarstwo to jednak wspaniała zabawa? Czemu masz z siebie robić kolejnego męczennika?

To jest wspaniała zabawa. I nie robię z siebie męczennika. Lubię reżim. Lubię ból i uczucie zmęczenia po. Lubię zmuszać swój organizm do wczesnego wstawania. Lubię walczyć ze swoim wrodzonym lenistwem. To sprawia, że staję się innym sobą. Pełniejszym. Takim, który prze do przodu. Bo ja chcę iść do przodu. To jest mój wybór. Moja cecha osobowości. W każdej dziedzinie życia. Nie lubię stagnacji. Chcę zmian, chcę samodoskonalenia. To daje mi siłę, żeby wstawać rano. Żeby się uśmiechać w ciągu dnia. Żeby żyć.

Czemu nie poddasz pod wątpliwość tego schematu myślenia tłumu kiedy np. zamiast wyjść na cały dzień kręcenia podczas pięknej pogody, będziesz robić test na rolce czy kilkadziesiąt powtórzeń na okolicznej hopce?

Bo najłatwiej jest wyjść i sobie pojeździć wtedy kiedy mam na to ochotę. I najłatwiej jest siedzieć w domu wtedy kiedy nie chce mi się wychodzić na zewnątrz. Tak samo jak najłatwiej jest odwrócić się i odjeść po sprzeczce. Obrazić się. Najłatwiej jest się rozwieść. Dużo trudniej jest stawić czemuś czoła. Pogodzić się. Walczyć o coś. Właśnie wtedy kiedy jest źle. Tak samo jak trudno jest pokonać lenia a jeszcze trudniej pokonać zapał. Nie chodzi o to, że w życiu cały czas musi być trudno i pod górkę. Wiadomo, że warto też czasem zjechać z górki. Ale na to trzeba zasłużyć. Bo tylko wtedy smakuje to najlepiej. Earn your descent.

Czy po to kupiłeś sobie rower? Żeby odhaczać kolejne zadania, jak pracownik korporacji w swoim boksie?

Kupiłem rower po to, żeby odpoczywać od pracy. Żeby robić coś co mnie wyzwala. To jest moja forma medytacji. To jest moja forma pracy nad samym sobą. Nie jestem pracownikiem korpo i nie odhaczam zdań, które ktoś mi daje. To ja decyduję o tych zadaniach i ja decyduję o tym czy je zrealizuję. To jest moja nauka samokontroli. Taka nietypowa joga.

Dlaczego masz odkładać przyjemność z jazdy na kilka miesięcy do przodu? Ograniczać ją tylko do określonych startów?

Starty nie są przyjemne. Starty bolą. Szczególnie jak jesteś prawdziwym amatorem, bez perspektyw. Przyjemność ze startów mają Ci co wygrywają, albo walczą o wygraną. Taki jest sport. Taka jest jego natura i filozofia. Tego nie zmienimy. Dlatego cała moja przyjemność to wszystko to, co dzieje się przed startami. Dlatego nie odkładam nic na później. Wiem, że później będzie ciężej.

Kto Ci wmówił, że ciągle musisz stawać się szybszy? Nie ma górnej granicy. To nie ma końca.

Jest granica. Ale prawdopodobnie jej nigdy nie osiągnę. I to jest piękne. Bo nie chodzi o to żeby dogonić króliczka.

Czy nie możesz po prostu wyjść pojeździć? Tak jak akurat masz w danej chwili ochotę?

Pewnie, że mam i wtedy to robię. Poza wszystkim to przecież musi być FUN. Kiedy dojdę do etapu, w którym będę musiał to robić BO MUSZĘ to zmienię sport. Takie mam amatorskie prawo. Tak samo jak zmienię pracę, jak będę jej miał dosyć. Aż do śmierci przysięgałem tylko żonie. Przecież pasja ma pomagać, a nie ograniczać.

Po co Ci te ograniczenia z cyferek, ze stale rosnącej ilości określeń kontroli treningu? Jakie to ma właściwie znaczenie?

Cyferki są dobre, ale są też złe. Są dobre kiedy traktuję je jako wskaźnik. Jako drogowskaz, który pokazuje mi czy to nadal jest zdrowe, bezpieczne i czy nie jest bez sensu. Nie patrzę w nie zawsze. Patrzę wtedy kiedy to dla mnie ważne. Kiedy chcę wiedzieć. Bo czasem po prostu chcesz wiedzieć, czy jedziesz szybciej czy wolniej. Dla samego faktu. Taką mamy ludzką naturę, że chcemy wiedzieć więcej, że chcemy widzieć postęp. On nas kształtuje, on jest elementem odróżniającym nas od innych mieszkańców planety. Dzięki niemu żyjemy dłużej i potrafimy ratować innym życie. Postęp leży w naszej naturze.

Kto Ci wmówił, że musisz być najszybszy? Że musisz wszystko wygrywać?

Nie muszę i nie będę. Co więcej 95% jeżdżących amatorów ma taką świadomość. Skąd na Mazovii dziesięć sektorów startowych i wszystkie pełne? Czy Ci z siódmego jeżdżą i startują bo muszą wygrać? Dla nich to przygoda. Bawią się. Są umorusani, brudni i szczęśliwi. Nawet nie pomyślą o wygranej.

Wszyscy chcą być zawsze pierwsi. To praktycznie niemożliwe. Ilu lokalnych ogórków by nie powstało.

Dlaczego musisz wciąż się przyrównywać do innych? Określać swoją wartość w ten sposób?

Kto Ci wmówił tą całą propagandę sukcesu, gdzie jedynie liczy się wygrywanie, czy to ogórków, czy komów czy byle kudosów.

Kto chce ten się porównuje. To jest złe. To jest chora rywalizacja. Bezsensowna i konfliktogenna. KOM’y, kudosy, segmenty. Robione za skuterami, rozprowadzane z grupy, wprawiające ludzi w drżenie rąk przed ekranem po treningu. Fajnie zrobić raz, zobaczyć się na liście tabelki. Zabawa. Nie CEL.

Po co Ci to wszystko? Czemu nie wyjdziesz po prostu pojeździć? Po prostu. Czerpać radość z tego co się dzieje teraz, w tej chwili, dla Ciebie samego.

Poszedłbym, ale jest już późno więc idę spać. Bo w sumie jutro rano idę pojeździć.

pytania zadał szymon.bike

  • Zapraszam na moją stronę 🙂