Trenować rano czy wieczorem? Trenowanie o poranku jest trudne, czy może owiane zbyt wieloma mitami? Wspólnie z Agnieszką Bacińską opowiadamy nasze historie.

Przez kilka dobrych lat jeździłem tylko i wyłącznie popołudniami. To nie były nawet godziny wieczorne. Trzydzieści minut po powrocie z pracy siedziałem na rowerze. Mała liczba obowiązków poza pracą powodowała, że z wielkim zacięciem szedłem na każdy trening po pracy. Nie przeszło mi wówczas przez myśl, że w niedalekiej przyszłości będzie to wyglądało zupełnie inaczej. Co więcej w końcu miałem okazję porozmawiać też z kimś kto jest wielkim zwolennikiem takiego sposobu trenowania i co najważniejsze potwierdza to swoimi wynikami sportowymi.


Praktycznie od początku mojej przygody z kolarstwem miałem wokół siebie grupę pasjonatów, którzy na różnych etapach rozwoju sportowego byli ode mnie mniej lub (częściej) bardziej wkręceni w trenowanie i ściganie. Jedną z tych osób jest Agnieszka Bacińska. Pracujemy w podobnej branży więc doskonale znamy każdą bolączkę związaną z godzeniem życia sportowca amatora i pracy w reklamie. Odkąd pamiętam Agnieszka trenowała rano. Przed długi czas pod okiem tego samego trenera więc siłą rzeczy dużo słyszałem o tym jak to wygląda i jak dobrze sobie z tym radzi. Dlatego postanowiłem, że ten wpis nie może się obejść bez jej udziału.

Agnieszka jest aktualnie zawodniczką profesjonalnej grupy kolarskiej Mayday Team, wcześniej jeździła również w moim macierzystym Warszawskim Klubie Kolarskim. Co ważne, jest stuprocentową amatorką, pracującą na etacie i traktującą kolarstwo jako pasję. To nie jest jej profesja. Rozmawiam z nią w przeddzień debiutu w Pucharze Świata na szosie. Jakby ktoś miał wątpliwości to… Tak! – można do takiego poziomu dojść trenując jako amator. W tym roku startuje w wyścigu należącym do klasyfikacji Pucharu Świata Kobiet w Kolarstwie Szosowym – Gracia – Orlová jako zawodniczka teamu narodowego.

Nie jest łatwo osobom zaganianym przez branżę reklamową znaleźć czas w tygodniu na to, żeby usiąść i spokojnie pogadać o czymś innym niż praca. Zanim udało nam się znaleźć odpowiedni termin minęły dobre dwa tygodnie. Koniec końców, w pewien ciepły poranek, usiedliśmy przy kawie, żeby opowiedzieć sobie o porannym trenowaniu.

Zanim zaczęliśmy rozmowę wiedziałem, że nie będę występował w roli eksperta. Zależało mi na tym, żeby moja rozmówczyni podzieliła się tym, czego przez kilka sezonów doświadczyła, czego się nauczyła i tym czego ja najprawdopodobniej jeszcze nie zauważyłem.

Kiedy tylko się da trenuję rano. Wynika to z konieczności godzenia zarówno obowiązków domowych jak i zawodowych. Dotychczas moja motywacja brała się tylko i wyłącznie z tych dwóch powodów. Rozpoczęcie procesu i wejście w odpowiedni rytm treningowy spowodowało, że zacząłem doceniać aspekty porannych treningów, o których wcześniej nie miałem pojęcia. Jak się okazało Agnieszka o wielu z nich wie od dawna.

20150411-rovverpl-0026522-retina

Pierwszą rzeczą, o którą chciałem Cię zapytać to motywacja. Ja zacząłem swoją przygodę w momencie, w którym dowiedziałem się o nadchodzących narodzinach mojego syna. Widziałem, że moje życie się zmieni więc musiałem zacząć się do tego przygotowywać. Oczywiście to co nadeszło i tak zaskoczyło mnie zupełnie, ale jakoś z czasem udało mi się wszystko poukładać. Przynajmniej póki co. Moja motywacja jest zatem strice związana z tematami poza sportowymi. Czy w twoim przypadku to również brak czasu powoduje, że wolisz trenować rano, czy coś jeszcze?

Przy takim trybie pracy trenowanie rano jest w zasadzie jedyną opcją. Wyjście na rower wieczorem to dla mnie przede wszystkim dodatkowy, niepotrzebny stres. Muszę wyjść co najmniej punktualnie z pracy, często są korki więc dojechanie do domu to również wyzwanie. Śpieszę się, a to nie pomaga. Po ciężkim dniu w biurze czy na spotkaniach nigdy nie wiem, czy starczy mi sił na trening. Wychodzę z założenia, że jak nie ma tego elementu, to trening nie jest przyjemny. A ja lubię trenować, bo sprawia mi to po prostu przyjemność. Motywacja do trenowania rano jest zatem wynikiem pragmatyzmu.

Uważam, że rower o poranku jest dużo przyjemniejszy, a doznania dostarczane przez przyrodę głębsze. Świat budzący się do życia jest majestatyczny i wprawia mnie w pewien stan skupienia,. A jest to dla mnie bardzo ważne, bo pozwala realnie odpocząć.

Aktywny poranek daje mi też energię i układa to, w jaki sposób funkcjonuję w dalszej części dnia. Zdecydowanie pobudza mnie do działania. W dni, kiedy nie idę rano na trening, czuję się dużo gorzej. Jestem skowronkiem od zawsze. W moim przypadku to genetyczne. Identycznie ma mój Tata. Nigdy poranne wstawianie nie było dla mnie wyzwaniem.

Całe swoje życie byłem sową. Uwielbiałem siedzieć po nocy przy komputerze i nienawidziłem wstawania w zimne jesienne czy wiosenne poranki. Dziś wiem, że da się to przestawić, ale nadal nie jestem przekonany, czy będę kiedykolwiek w stanie to szczerze pokochać. Wydaje się, że Ty właśnie tak masz. Masz jakiekolwiek problemy ze wstawaniem, budzeniem się?

W zasadzie nie. Zdarza się to ze trzy razy w miesiącu, ale wynika głównie z pracy zawodowej, a nie z aspektów sportowych. Następnego dnia staram się po prostu pójść trochę wcześniej spać. Sen to najlepsza regeneracja – także dla głowy. Zdarza się zatem, że w tygodniu kładę się nawet 21:30, w ekstremalnych sytuacjach 21, ponieważ by czuć się dobrze muszę spać około 7 godzin. Także odpowiadając krótko na pytanie – nie mam w zasadzie żadnych problemów ze wstawaniem. Budzę się zazwyczaj chwilę po 5:00 i czuję się z tym zupełnie dobrze, normalnie.

No dobra, ale nawet w zimie nie masz tak, że nie chce Ci się wstać? Dla mnie to jest udręka.

Nie wiem czemu, ale w zimie wbrew pozorom wolę wychodzić na treningi rano. Ma to w sobie jakiś element folkloru i szaleństwa, ale świat jest wtedy jeszcze bardziej urzekający. Ja lubię takie odczucia.

A co z zimnem? Nie czujesz jakiegoś strachu przed zimnem? Ja nie znoszę tego uczucia, kiedy wychodzę rano i przez pierwsze paręnaście minut walczę z chłodem i nierozgrzanym organizmem. A jeszcze do tego przecież w kolarstwie zawsze dochodzi pęd wiatru, który powoduje, że na rowerze zawsze jest zimniej niż w rzeczywistości. Co robisz jak pogoda jest paskudna?

Zahartowały mnie przełaje. Od kilku lat, odkąd jeżdżę regularnie i startuję w trakcie sezonu przełajowego, w zasadzie przestałam zwracać uwagę na pogodę. Praktycznie nie stanowi dla mnie różnicy, czy pada czy nie, czy jest zimno czy nie – chyba że leje od kilku dni, a temperatura spada grubo poniżej zera. Czasem nawet wolę kiedy jest zimno. Organizm wówczas jakoś lepiej pracuje. Większym problemem, jest to co mnie czeka po treningu: sprawne oczyszczenie siebie, ciuchów i roweru z błota, żeby szybko wyjść do pracy.

No trzeba przyznać, że współczesne ubrania potrafią dobrze załatwić sprawę zimna, wilgoci czy deszczu, ale i tak myślę, że twoje podejście nie jest powszechne. Strach przed zimnem to dla mnie chyba najsilniejszy bodziec do tego żeby nie zwlekać się z łóżka.

Tak czy inaczej, jeśli rano każda minuta jest dla Ciebie cenna, zwłaszcza w sezonie jesienno-zimowym warto przygotować sobie ciuchy treningowe poprzedniego dnia, żeby ich rano nerwowo nie szukać. Brudna kamizelka nie będzie wtedy wymówką, by nie wychodzić z ciepłego łóżka.

Powszechnym stereotypem jest myślenie, że organizm rano nie jest gotowy do wysiłku. Jak radzisz sobie z efektem „zaspanego organizmu”, odczuwasz go w ogóle? Zauważyłaś kiedyś na treningu, że funkcjonujesz gorzej, masz mniej siły albo dynamiki? To w szczególności powinno być widoczne w przypadku treningów intensywnych.

Od momentu jak wstanę do wyjścia z domu mija mniej więcej godzina. Zawsze odsłaniam od razu zasłony, żeby wpadało światło. Daje to od razu konkretny sygnał organizmowi, że czas zabierać się do pracy. Myślę, że pomaga mi pewna forma celebracji poranka – spokojne śniadanie z książką czy gazetą w ręku. To powoduje, że wchodzę w rytm delikatnie i nie funduję od razu swojemu organizmowi szoku.

20150411-rovverpl-0046571-retina

A wykonywanie bardzo intensywnych treningów rano jest problemem? Odczuwasz jakiś dyskomfort w sposobie funkcjonowania organizmu?

Dlatego właśnie mniej jem na śniadanie. Czasem przydaje się po prostu bardziej intensywna muzyka na treningu. Ale tak czy inaczej intensywne treningi zawsze wolę wykonywać rano i też lepiej mi wtedy wychodzą. Bardzo pomagają maści rozgrzewające. Naprawdę z nich korzystam i uważam, że to nie jest żaden wymysł tylko faktyczne coś co dobrze działa i pomaga.

No tak. Z tym śniadaniem to zupełnie inaczej niż u mnie. Moja pobudka jest przeważnie wymuszona, zjadam garść orzechów w trakcie jak się ubieram i w sumie wychodzę z domu w dwadzieścia minut po tym jak zwlokę się z łóżka. Muszę zatem pomyśleć o tym, żeby wstawać trochę wcześniej. Bo rozumiem, że zjadasz normalne, pełnowartościowe śniadanie?

Ostatnio ulubiony wariant to płatki ryżowe błyskawiczne z bananem i rodzynkami. Wrzuca się je na trzy minuty na wodę. Zatem raczej coś słodkiego i ciepłego. Jakby nie patrzeć pełnoprawne śniadanie, ale nie objadam się jakoś specjalnie. Nie jestem w stanie zjeść kanapki. Co ciekawe zapotrzebowanie na słodycze kończy mi się o 11:00. Opcja numer dwa to owsianka na wodzie lub mleku sojowym. Opcja numer trzy to kasza jaglana z wiórkami kokosowymi i cynamonem na mleku sojowym lub migdałowym.

Czyli w zasadzie trening na czczo odpada?

Zawsze coś muszę zjeść. Może niewiele, ale coś musi być. To chyba jednak bardziej nawyk niż realna potrzeba organizmu. Jem, bo lubię i celebruję śniadanie, ale myślę, że byłabym w stanie trenować na czczo. Nie mam jednak takiej potrzeby.

A przekąska po?

To jak najbardziej i może być nawet kanapka z indykiem.

Wiadomo jest, że taki trening rano teoretycznie rozkręca metabolizm na cały dzień. Słyszę o tym zewsząd w szczególności od osób, które zaczynają swoją przygodę z jakimkolwiek sportem, który obciąża organizm wysiłkiem. Ja zdecydowanie nadal czuję, że muszę potem pilnować się, a czasem jest to tak silne uczucie głodu, że wręcz nie jestem tego w stanie opanować. Masz tak samo?

Może to wynika z faktu, że bardzo długo trenuję w taki sposób i jest mój naturalny rytm, ale nie zauważyłam wpływu porannego treningu na jedzenie w ciągu dnia. Na pewno ważne jest to, żeby przed wyjściem do pracy zjeść drugie śniadanie. To bardzo pomaga.

20150412-rovverpl-0056795-retina

Trening to jednak konkretna praca, którą ciało wykonuje. Nie odczuwasz większego zmęczenia w ciągu dnia? Jak wpływa to na twoją efektywność w pracy?

Wpływa czasem na tempo poruszania. Z zasady nie jeżdżę windami, bo nie lubię, więc czasem, jak wchodzę po schodach, robię to po prostu wolniej. Z drugiej strony jak jestem trochę zmęczona, pracuje mi się znacznie lepiej, ponieważ mniej absorbuję stres. Lekkie zmęczenie w mojej dość obciążającej pracy jest wskazane. Daje mi większy dystans i jest jakąś tam barierą ochronną. Na efektywność jako taką nie wypływa.

No przyznam, że w taki sposób nigdy do tego nie podchodziłem. Nie sądziłem, że to może być forma takiej psychicznej ochrony. Bardzo ciekawe. Muszę zatem zobaczyć czy mam tak samo. Chociaż przyznam, że poza taką typową adrenaliną w pracy samego stresu odczuwam ostatnio niewiele. Ale miewam za to godziny kryzysowe. Koło 15:00 – 16:00 jest moja pora kryzysu. Objawia się głównie tym, że chce mi się bardzo spać. A Ty masz jakąś swoją godzinę kryzysową w ciągu dnia?

Raczej nie. Jedyna godzina kryzysowa przypada czasem wieczorem. I to naprawdę wcześnie. Jak mnie dopadnie, to odpływam momentalnie.

Czyli to oznacza, że raczej nie dosypiasz w ciągu dnia?

Tylko w weekendy. Jak jest akurat jakiś nudny wyścig na Eurosporcie, to godzinkę zawsze się zdrzemnę.

Założę się, że to bardzo powszechne w naszym sporcie, szczególnie, że początki transmisji to przeważnie pora dokładnie potreningowa. Ale wracając jeszcze do tematu samego trenowania i jego efektywności. Widzisz korelację pomiędzy tym, że trenujesz rano i ścigasz się też rano? Podobne godziny wysiłku pomagają?

Zdecydowanie tak. Wolę ścigać się rano. Starty popołudniu powodują, że muszę się dłużej rozgrzewać i potrzebuję dodatkowego pobudzenia. Na stres przedstartowy reaguję sennością, co oznacza, że jak jadę na zawody to potrafię pójść dzień wcześniej spać o 20:00 i wstać o 8:00. Ogólnie, jak jadę na wyścigi to odsypiam.

Jeździsz jeszcze czasem popołudniami i wieczorami?

Czasem tak, próbuję, ale tylko wtedy, kiedy wymuszą to obowiązki zawodowe. Dla mojego organizmu jest to raczej wstrząs i nie czuję się potem dobrze.

A jak trenujesz jak jesteś na zgrupce / wyjeździe i nie masz obowiązków zawodowych?

Trenuję tak samo. Może nie jest to o 6:00, ale zawsze staram się – a w zasadzie samoczynnie tak wychodzi – że to godziny poranne. Czasem bliżej 10:00 – 11:00. Poza tym taka pora dobrze porządkuje pozostałą część dnia. Całe popołudnie można w pełni poświęcić na inne atrakcje życiowe.

Czyli Ty naprawdę lubisz to poranne trenowanie. To nie jest to tylko pochodna tego jak żyjesz i pracujesz? Jakbyś mogła to zmieniłabyś to?

Trenowanie rano wymaga na pewno dużej dyscypliny, ale daje dużo więcej niż poprawa formy fizycznej. Nawet gdybym miała inną, mniej obciążającą i wymagającą pracę to pewnie robiłabym tak samo. Wstawałabym codziennie rano i szła na rower.