Bieganie jest niezdrowe albo ja nie umiem tego robić

Dziś jest drugi dzień po tym jak poszedłem sobie pobiegać. Tak spokojnie, bez napinki, trochę minęło odkąd ostatni raz założyłem moje asics’y. Efekt jest taki, że ledwo chodzę, zrobiłem moim nogom małą krzywdę. W nocy źle spałem z powodu bólu pleców. Ale poza tym bieganie to samo zdrowie.

Wybrałem się dwa dni temu pobiegać. Takie dostałem zalecenie trenerskie. Zasada, ustalona już od jakiegoś czasu jest taka, że biegam między 45 a 60 minut. Nie dłużej. Wydolność mam taką, że byłbym pewnie w stanie pobiec półmaraton albo nawet maraton. Obawiam się jednak, bazując na doświadczeniach z biegów na 10km, że mój organizm rozleciałby się w drobny mak po półtorej godziny biegu. Została by z niego tylko głowa. Nogi do wymiany, kręgosłup do wymiany. Po 30 minutach truchtu zaczynam odczuwać lekkie bóle w kolanach i stawach biodrowych. Potem dochodzą plecy, a na koniec stopy i łydki. Te ostatnie to bóle mięśniowe, zapewne związane z brakiem przygotowania do określonego typu ruchu. Ale cała reszta to jakiś dramat. Sport to zdrowie, a lekki trucht jeszcze nikomu nie zaszkodził. Ja tego po prostu nie kupuję.

Wiem, że podniesie się larum wśród fanów tego przepopularnego sportu. Narażam się. Trudno. Może znajdą się tacy, którzy wyciągną swoje wnioski, unikną kontuzji i złego samopoczucia. Osoby, które biegają regularnie wiedzą co i jak. Mam zresztą takie przykłady wśród najbliższych znajomych i nie to ten model mi chodzi. Oni są na poziomie, na którym detale zaczynają się liczyć, więc robią to z głową. Wraz z wzrostem świadomości biegowej, wiedzą jak się zabezpieczać przed różnymi potencjalnymi problemami wynikającymi z obciążeń. Patrzę tylko przez pryzmat osoby takiej jak ja.

Poza sezonem chodzę też na basen i siłownię. Żona namawia mnie na wspólną Chodakowską. Pewnie się zgodzę. Póki co po żadnej z tych aktywności nie mam takich objawów jak po bieganiu. Zacząłem się zastanawiać, czytać, rozmawiać z ludźmi. Wszem i wobec słyszę, że ktoś robi przerwę, bo kolana, bo plecy, bo to, bo tamto. Trochę przerażające.

Nie zależy mi na tym, żeby udowadniać, że rower jest lepszy, ale mimo wszystko laik, oderwany od kanapy, który idzie na 45 minut pojeździć na rowerze, wróci przed telewizor w stanie mniej opłakanym niż gdyby poszedł biegać.

Rozkręcona moda na bieganie powoduje, że tabuny ludzi walą do marketów po buty za sześćdziesiąt złotych i hajda do parku. Tymczasem bieganie to jest naprawdę trudny sport. Żeby go uprawiać w taki sposób, aby nie robić sobie krzywdy, trzeba się ewidentnie trochę bardziej postarać. Trzeba go poznać. Nie wystarczy założyć buty i wyjść z domu.

Nie biegam dłużej niż godzinę. Mogłoby to oznaczać stracone dni na rowerze. To ostatnia rzecz jakiej bym chciał. Różne doświadczenia pokazały, że na tak krótkim dystansie nie robię dewastacji w nogach. Chociaż akurat dziś, czuję się, jakbym jednak je zdewastował.

Muszę też oddać bieganiu sprawiedliwość. Nie mogę się go doczekać w przyszłym tygodniu. Poważnie – lubię biegać. Mój sportowy masochizm.

  • Bartłomiej Szalbierz

    Mam tak samo, a nawet gorzej. U mnie nie czas, a dystans jednak jest kluczowy. 5 km to w 90% przypadków nieprzekraczalna granica – jeśli ją nagnę to do domu po schodach wchodzę na jednej nodze. A raczej wskakuje. Bo prawe kolano nie da mi żyć przez następne kilka dni ;(

  • Marcin Nowak

    Hmm ale ty zaczynasz bieganie od 45-60 minut? To ja bym się nie dziwił, że Cię coś boli. Na początku 30 minut truchtu i najlepiej co 5 minut sobie 30sekund przemaszerować. Do tego core dla biegaczy zwłaszcza na pośladki, bo z tego się bierze wiele kontuzji, w tym bóle w kolanach. Wiem, że chciałoby się szybciej i jest moc, ale aparat kostno szkieletowy musi się przyzwyczaić. Przerabiałem to w zeszłym roku – za szybko zacząłem i nałapałem pełno głupich kontuzji. W tym roku biegam 2x więcej i nie łapią mnie żadne urazy jak na razie. Grunt to nabudowywać z głową ilość (zwiększać czas maks o 10-15% na miesiąc) i na początku nie biegać zbyt szybko.

  • JL

    Niestety masz bardzo dużo racji. Bieganie to mega trudny sport. Chcesz zacząć biegać dalej niż 3km (nawet jeśli ważysz tyle co piórko)? Idź do specjalistycznego sklepu, oddaj się w ręce specjalistów i niech Ci dobiorą buty. Pół roku biegałem w dobranych w GoSporcie przez jakiegoś …. ekhm butach NewBalance. 4 km równały się katordze na drugi dzień przy wstawaniu. Gdy robiłem np. 12km nie mogłem się ruszać przez tydzień. Wizyta w sklepie, spędzona tam godzina, wydane trochę ponad 300 zł, wcześniej kilka filmów i trochę lektury na temat techniki biegania, i po tygodniu od założenia butów przebiegłem półmaraton. Dziś Łukasz mailowaliśmy, więc jak chcesz dobry adres na specjalistów to chętnie prześlę 🙂 – nie chcę tu robić reklamy. To co piszą przedmówcy też ma wpływ. Ogólnie rzecz biorąc – minimum to dobre buty i wbieganie się stopniowo w dystans. Dziś przebiegnięcie 10km w okolicach 47 minut bez większej napinki to już nie problem.

    Bieganie to trudny i nudny sport. Jednak jeśli ktoś nie czuje się dobrze w siodle w zimowe wieczory (przecież za dnia trzeba pracować), to oprócz siłowni to chyba jedyne w miarę sensowne rozwiązanie utrzymania jako takiej sprawności ruchowej.

  • Mam dokładnie takie same odczucia z tym, że ostatni akapit mnie nie dotyczmy. Nie lubię biegania i raczej mnie nikt do tego nie namówi 🙂 Problem z głowy 🙂

  • Dawid Stępień

    Zgadzam się. Można sobie zrobić krzywdę niepoprawnie biegając. Biegam od ośmiu lat i wydaje mi się, że to sport dla cierpliwych – wyczucie organizmu trochę zajmuję, technika również pomaga w lepszym samopoczuciu. Zdecydowanie polecam obniżyć loty a ogólne wrażenia po trenigu będą lepsze.
    .

  • Maciej Cholewa

    Ja tam biegać lubię. Teraz. Kiedyś biegania nienawidziłem. Bo wszystko bolało. Wystarczyło jednak przez tydzień zrobić kilka krótkich treningów (tak do 5 km) z minutowymi przerwami co 4 minuty, i już lepiej. Lubię też się ścigać. Ale nie w maratonach, półmaratonach czy na 100 metrów. W BnO. Bo tak jest najlepiej. Długie, monotonne biegi są nudne. Nudne i głupie. Biegniesz z prędkością 3 razy mniejszą niż jedziesz na rowerze, droga się dłuży. Niekończąca się zapiekanka babci. Już się najadłeś, ale musisz skończyć. Nawet myśleć się nie chce. Do sprintów się nie nadaję. Nie potrafię zmusić się do nagłego wrzucenia najwyższego biegu. Nie potrafię i już. Ale za to hasanie po lesie i odhaczanie kolejnych punktów to coś dla mnie 🙂 Biegniesz swoim tempem, przedzierasz się przez las, wpadasz do rzeki, tracisz but w błocie, jednym słowem przygoda. Na koniec dowiadujesz się że byłeś 3. Masz medal. Nie dlatego, że byłeś bardzo dobry. Tylko dlatego, że startowało trzech. Ale i tak świetnie się bawiłeś 🙂

  • Pingback: Bieganie jest niezdrowe aktualizacja - rovver()

  • Powiem szczerze, że pozamiataliście komentarzami przy tym w wpisie. Zarówno tutaj jak i na FB. Dostałem też dużo fajnych wiadomości i postanowiłem, że muszę się za to jakoś odwdzięczyć: http://wp.me/p4LWoA-Oq

  • Andrzej

    Wiele osób zapomina o podstawowym i nieodłącznym elemencie – rozgrzewce, która jest niezwykle istotna. Co do samego biegania – świetna sprawa jeśli wszystko robi się z głową 😉 Z racji, iż nie biegam regularnie – nie inwestowałem, jak narazie i biegam w butach za dwie dyszki z dyskontu – dają radę 😉 choc bieganie nigdy w moim sercu nie wskoczy na miejsce mtb, no way 😉

  • tomasz

    Szanowni zwolennicy dobierania butów, otóż sprawa jest zupełnie inna niż wam się wydaje, specjalista do dobierania butów? pewnie można, tylko po co? Biegam z różnym natężeniem od 15 lat, zacząłem od tego że włożyłem chińskie trampki i poszedłem biegać (raczej truchtać) przez godzinę. 15 lat temu nie było parcia na bieganie, nie było sklepów wypełnionych po brzegi butami z systemami na ból dupy, kręgosłupa, kolan czy ramion. Najdostępniejsze były trampki, ew buty z delikatną amortyzacją. I ludzie biegali i nic ich nie bolało, dziwne? Otóż nie tak bardzo, polecam bardzo proste ćwiczenie polegające na przetruchtaniu (można w domu) boso po twardym podłożu. Stopa ludzka ma naturalne właściwości amortyzujące, biegając boso w naturalny sposób stawiamy stopę na palcach, biegając w butach (tzw. do biegania) stawiamy, a w zasadzie walimy piętą o podłoże, to walenie piętą jest przyczyną bólów stawów, kręgosłupa… itd. Nie namawiam nikogo do biegania naturalnego, natomiast zwróćcie uwage jak biegacie, czy pięta czy palce. Ze względu na stosowanie butów ze wspomagaczami nasze stopy są nieumięśnione w miejscach w których powinny być umięśnione, z powodu wspomagaczy. Zdaję sobię sprawę z tego że trudno jest biegać w sposób zbliżony do tzw. biegania naturlnego, ponieważ lata chodzenia we współczesnym obuwiu nieco oslabiły nasze stopy, ale warto zwrócić uwagę na ten aspekt. Tak bieganie jest trudne, albo inaczcej, w związku z udogodnieniami cywilizacyjnymi wymaga myślenia. Korporacje obuwnicze na prawdę zarabiają kupę hajsu na naszych upodobaniach, więc wystarczyło zbudować rynek na buty z amortyzacją, z amortyzacją która tak na prawdę nie jest konieczna. Oczywiście można się ze mną nie zgadzać, jednak po 15 latach biegania, jestem w stanie wyjść w zasadzie w dowolnym momencie wyjść i pobiegać przez godzinę i nie odczuwać uciążliwych dolegliwości związanych z tą przyjemnością. Uwielbiam biegać i rowerować 🙂 Dziękuję za uwagę.