rowerowy marketing Trek, Specialized, Cannondale, Kross i każda inna rowerowa marka kreują świat, w który mamy wierzyć... Czy aby na pewno?

Zastanawialiście się kiedyś dlaczego osoby kochające szosę chcą jeździć szybciej, a miłośnicy enduro chcą przemierzać każdą, najtrudniejszą trasę? Z czego wynika to, kupujący górale chcę mieć najbardziej efektywny sprzęt przeznaczony na sztywne, techniczne podjazdy? Przecież jadąc na dowolny maraton MTB, który jest obecnie najpopularniejszą formą amatorskiej rywalizacji wcale nie potrzebujemy przecinaka do XC. A dla przeciętnego amatora szosy karbonowe koła stożkowe są bardziej dodatkiem do wyglądu niż narzędziem do poprawy średniej prędkości treningowej z trzydziestu jeden na trzydzieści jeden i pół. Czemu trenujemy, ścigamy się, wpadamy w pęd dążenia do doskonałości?


Skąd czerpiemy informacje o naszym ulubionym sporcie? Telewizja, prasa, internet. Proste. Nie ma więcej rzetelnych źródeł. Nawet jeśli rozmawiamy z kimś mądrzejszym to on też pewnie czerpie wiadomości z tych źródeł. Na pewno słyszeliście o marketingu i public relations. Na pewno wiecie, że treści, które przekazywane są przez wyżej wymienione media są bardzo podatne na wpływy reklamowe. Dlatego postanowiłem, że podzielę się z Wami krótkim kompendium, które pokazuje skąd w nas takie a nie inne myślenie o poszczególnych dyscyplinach kolarstwa.

Szybkość. Kontrola. Trakcja. Przyczepność. Technika. Sztywność. Aerodynamika. Moc. Technologia. Pasja. Osiągi. To nie są przypadkowe słowa. To reklamowe hasła, kierowane do nas w precyzyjny sposób, które zapamiętujemy (niekiedy nawet podświadomie) i które powodują, że w sklepie podejmujemy takie a nie inne decyzje zakupowe. Wszystkie co do jednego stworzone z myślą o nas. To one definiują kolarstwo takim jakie je postrzegamy?

Nie wiem jak Wy, ale ja jestem podatny. Aspiruję jak to się ładnie nazywa w nomenklaturze marketingowców. Lubię kupować produkty, które uważam, że pasują do mojej osobowości. Jakość marki której używam musi mi pasować. Zestawiam ją z wizerunkiem samego siebie. Ależ to płytkie. No cóż. Nie każdy jest doskonały. Ważne żeby mieć tego świadomość. Przeżyję.

Specjalnie dla Was przeczołgałem kilka topowych brandów rowerowych pod kątem tego jak budują wizerunek kolarza amatora. Do czego nas namawiają? Co chcą nam dać? Jak nas widzą i co na bank dzięki nim osiągniemy? Lecimy z koksem.

Trek

Moc. Pasja. Osiągi. Te lekkie, zwinne rowery sprawią, że wysuniesz się na czoło stawki.

To hasło pochodzi ze strony internetowej marki Trek opisującej ich rowery szosowe. Najbardziej klasyczny przykład tego jak marka uczy nas czym jest kolarstwo szosowe. Moc to moja pasja. Osiągi – słówko klucz. Ich rowery są lekkie i spowodują że będę jeździł z przodu (urywał kolegów). Genialne. Kwintesencja kolarstwa szosowego. Każdy by tak chciał. Kupuję i urywam wszystkich pod Górę Kalwarię. Lekko.

Trek to brand z którym nie miałem nigdy większego doświadczenia. Pojeździłem w tym roku na Emonda, pojeździłem chwilę na Domane. Wiem, że kiedyś jeździł na nich Lance (na Madone) To było to gówno, które zabijało jego rywali. Dziś mam w ręku najnowszy katalog Trek’a wydany w 100% po Polsku i bez żadnych ceregieli powiem Wam, że mi się to podoba. Poszli w kierunku, który lubię. Czyste, surowe kolarstwo wzorowane na oldschool’owych wzorcach. Spartakus, Jens, przełaje, bruki. Ciężka tyrka. Etos cierpienia. Tak ma być. To nie jest sport dla rozczulających się nad sobą i swoim losem. No i w końcu widać, że zaczęło im zależeć na polskim rynku. Tylko niech jeszcze trochę ten produkt dopracują. Tchną w niego to coś. Bo o ile ich podwładna marka Bontrager zaczęła robić produkty z duszą o tyle do samego Trek’a nie mam jeszcze przekonania. Chociaż chłopaki z Ośki na nowych Boone łoją mi dupę jak tylko wjeżdżamy w jakiś pofałdowany teren.

Specialized

KOMPLETNY SPRZĘT WYŚCIGOWY

Tarmac 2015 to efekt rewolucji w projektowaniu rowerów, której początkiem i końcem jest jeździec. Jej nazwa brzmi Rider-First Engineered™, a inspirację zaczerpnęliśmy z naszego partnerstwa z wiodącą stajnią Formuły 1 – McLarenem*.

Pojechanie po całości. Nie dość, że to po prostu wyścigowy rower, czyli służący do ścigania więc z założenia kojarzymy go jako baaardzo szybki to jeszcze podsuwają nam Formułę 1. Aha no i robią z nas Jeźdźca. Dodatkowo jak trochę poscrollujemy to zobaczymy wypowiedzi chłopaków, często widywanych na łamach eurosportu: Tom’a, Alberto i Vincenzo. No i jak my biedne żuczki mamy teraz jechać na tym Tarmac’u w tzw. rapha style czyli obserwując sobie górki, pagórki, szoski, widoczki najlepiej w deszczu i mgle pod Stelvio. Nie przystoi. Nawet na rondo babka jakoś tak nie za bardzo.

Specialized rozczarowuje mnie od jakiegoś czasu. W zasadzie są dwa elementy, które powodują, że nadal mam do tej marki sentyment. Rama S-Works Stumpjumper to moja pierwsza „część” do roweru którą kupiłem za więcej niż dwa tysie. Przejeździłem na niej tysiące kilometrów, w niekiedy naprawdę ekstremalnych warunkach. No i na Tarmac’u jeździ Kwitek. Majka też. To na głowę działa. Bez dwóch zdań. ŻYJ CHWILĄ, ZWYCIĘŻAJ NA TRASIE. No to albo jedno, albo drugie. Jak mam żyć chwilą to nie będę się spinał na zwyciężanie. No i podejście do polskiego rynku. Mieszkam w Warszawie, przechadzam się po różnych sklepach i wszędzie tam gdzie jest dostępny Specialized muszę przyznać, że jest bida z nędzą. Patrząc na to co jest dostępne za granicą my nadal jesteśmy traktowani jak jakiś tam kolejny rynek bez przyszłości. Szczególnie widać to po ubraniach i akcesoriach. Zobaczcie na ubrania. Nawet im się strony na polski nie chciało przetłumaczyć. A po kliknięciu w topową kurtkę szosową wyświetla mi się biała ramka bez niczego. No i co z tego, że chciałbym kupić i wydać pewnie z 1000zł. Nie ma jak. Szkoda. Pomimo rewelacyjnych produktów, mój rozbrat ze Specem pewnie chwilę potrwa. Potrzebuję, żeby ktoś w tej firmie zaczął opowiadać wiarygodne historie. A niestety jak widzę w Bikeboard’zie czy Magazynie Rowerowym dwustronicową reklamę z Alberto i Tomem złożoną w Paint’cie to chyba coś jest nie tak.

Cannondale

Ultra-light, efficient race bikes engineered to get you to the finish line first.

czyli w wolnym tłumaczeniu: Ultra lekki, wydajny rower wyścigowy stworzony żeby dowieźć Cię pierwszego na linię mety.

Ups. Pod Agrykolę będzie trochę głupio bo tam mety nie ma. Słomczyn odpada, Góra Kalwaria też. Pozostaje kreska na małej Ośce. Tylko pamiętajmy, że zawsze w towarzystwie, żeby był ktoś kto zarejestruje. Bo inaczej obciach. Sami ze sobą się nie ścigamy. Chociaż zaraz… przecież jest garmin 1000. No to w sumie samemu można. Byleby zawsze być szybszym niż poprzednio.

Nie będę mówił nic o ich marketingu w Polsce bo nie ma o czym. Ten światowy też jest jakiś taki sobie podobnie jak ich pro team. Z tym, że im wolno. Robią rzeczy ultra, inne, dopracowane i nawet jak nie wyglądają (albo wyglądają dziwnie) to działają inaczej niż reszta. Działają lepiej. Dlaczego? Trudno stwierdzić. Może dlatego, że oni naprawdę kombinują. Co chwila rozkładają białą kartkę i budują jakąś część, albo cały rower od początku. I mają przy tym w dupie konwenanse. Jak coś nie pasuje to robią swój standard i już jest ok. Potem wysyłają do branży co i jak ma być. I przeważnie tak potem jest. Robią taki produkt, że reklamują go tacy ludzie jak ja. Bo do dziś SuperSix to dla mnie wyznacznik standardu w tym segmencie. I po prostu n niczym lepszym (dla mnie) nie dane mi było jeździć. A pogadajcie z kimś kto ma Flash’a z Lefty’m.

Merida

Zacznę od tego, że na stornie w pierwszej kolejności powitało mnie pytanie: POBIERZ PORADNIK MISTRZÓW / JAK ZOSTAĆ MISTRZEM?

Fuck. No nie wiem czy mam szanse. Trochę się obawiam. Zobaczmy co dalej?

Wiemy, jak zapewnić najlepsze osiągi na szosie. Nasze rowery napędzają LAMPRE-MERIDA, czołową zawodową grupę, w barwach której startują m.in. mistrz świata Rui Costa i Przemysław Niemiec. Podstawowym narzędziem ich pracy jest REACTO EVO z aerodynamiką doprowadzoną do perfekcji. Wszechstronne modele SCULTURA idealnie łączą w sobie sztywność i komfort. Z najtrudniejszymi nawierzchniami bez problemu radzi sobie RIDE, a przyspieszenie w codziennym życiu zapewnia SPEEDER – wygodna maszyna z prostą kierownicą. Nasze rowery szosowe otworzą przed Tobą świat szybkiej jazdy.

Najlepsze osiągi na szosie. Mistrz świata (hehe już nie koniecznie). Aerodynamika doprowadzona do perfekcji. Sztywność i komfort. Najtrudniejsze nawierzchnie. Przyśpieszenie. Wygodna maszyna. Szybka jazda. Jest wszystko. Aż strach się bać co będzie jak na któryś wsiądę. Raczej nie dam rady. Nie spełnię oczekiwań.

Merida to nie kryjmy torchę taka marka „entry level” jak zaczynasz to przeważnie ją będziesz chciał kupić bo jest tania i jest jej dużo na allegro. Nie chcę się ponad to wypowiadać bo nie jeździłem. Kumpel śmigał przez rok i jak się podszkolił to zmienił na Cannodale SuperSix Evo. Ja jeździłem przez parę kilometrów na ich szosówce i szału nie było. Czułem się podobnie jak na swoim starym wysłużonym Alan’ie z 1996 roku. Sztywność ta sama, geometria podobna. Może muszę wsiąść na jakiś topowy model. Tylko coś ich mało na szosach widuję.

Kross

Rowery szosowe Vento, to cztery modele zaprojektowane dla uzależnionych od prędkości. Wyższe modele z grupy Race PRO, czyli Vento 4.0 i 3.0, to bezkompromisowy sprzęt zbudowany na węglowej konstrukcji, wykorzystującej zmienne profile i ułożenie włókien w taki sposób, aby jak najlepiej amortyzować wstrząsy oraz przenosić siłę kolarza na napęd. Dla tych, którzy dopiero zaczynają przygodę z rowerami szosowymi, stworzyliśmy dwa modele oparte na konstrukcji aluminiowej gwarantującej efektywną jazdę przy zachowaniu wygodnej pozycji.

Marka Kross widać, że jest marką polską ponieważ potrafi tonować to, co trafia do potencjalnych klientów. Nie ma amerykańskiego rozpędu. Oczywiście jesteśmy uzależnieni od prędkości. Ale to i tak niewiele w porównaniu z resztą. Jako jedyni mówią o początkujących już na pierwszej stronie sekcji szosowej. Pocieszające.

Kross ma w mojej opinii jedną wielką zaletę. Ma swój team i wspiera polskich amatorów / zawodowców. Chwała mu za to, pomniki stawiać, rowery kupować. Kropka.

CANYON

Zostawiłem sobie Canyon’a na koniec. I to nie dlatego, że w jakiś rewolucyjny sposób buduje historię marki i warto o nim wspomnieć. Nie buduje jej w ógole. Ale robi coś o czym warto wspomnieć. Robi dobrze. Ostatnio usłyszałem, że Canyon to marka, która w niemieckim rynku ma jakiś niemiłosiernie duży udział. Nie mają sklepów stacjonarnych. Sieją w sieci. I robią to cholernie dobrze. Nie ma pieprzenia o rzeczach, o których nie ma sensu pieprzyć. Jest solidny produkt i bardzo atrakcyjna cena. To mieszanka zabójcza. Dla twojego lokalnego sklepu rowerowego. No i robią jeszcze do tego wyprzedaże z outlet’u, którego w sumie nie mają. Hardcore. Chociaż dla klientów dobrze. Nie uraczycie jakiś wielkich historii, opowieści i obrazków. Nie muszą tego robić. Mają testy, raporty, rankingi, newslettery i całą rzeszę zadowolonych użytkowników, którzy marketingują na FB i instagramie. Strach się bać. Dobrze, że nie produkuję rowerów.


 

Podsumowując może mi ktoś teraz powie jak my, biedni amatorzy mamy PO PROSTU kupić rower i sobie na nim jeździć? Robić zdjęcia, spotykać się z kolegami? Chillować na kawce? Każdy komunikat, który do nas dociera to cisnąć, zasuwać, trenować: szybkość, kontrola, przyczepność, technika, sztywność, aerodynamika, moc, pasja, osiągi. Nawet endurowcy, którzy cenią sobie ponad wszystko swobodę i wolność są jacyś napięci na tych reklamowych zdjęciach. Czy to źle? W końcu każdy do czegoś tam aspiruje. Wybór do czego, jest bardzo szeroki. A to że jedni idą w stronę zamglonych poranków pośród sosen, ze wszechogarniającym zapachem wilgoci i igliwia dookoła, a inni w powiew świeżej oceanicznej bryzy na rozgrzanej w słońcu szosie, to już zupełnie nie ma znaczenia. I tak, obrazek jaki mamy w głowie, prawdopodobnie pochodzi z katalogu.

A tak przy okazji, jeśli jeszcze nie miałeś / miałaś okazji zapisać się do mojego newslettera to zapraszam serdecznie. Trzeba TUTAJ wypełnić dwa pola. I jest fajny mały gratis!

  • To jest w prosty sposób wykorzystywanie natury wielu osób. By doskonalić nie tylko siebie, ale także sprzęt, którego się używa. No i przy okazji, żeby wywołać mętlik i zamieszanie w głowie.

    Po co np. Shimano produkuje osprzęt aż z ośmiu grup (do szeroko pojętego MTB)? Niby się od siebie różnią, ale czasami się zastanawiam czy taka o oczko lepsza przerzutka czy korba to nie jest tylko zagranie marketingowe by zaspokoić swoje ego i powiedzieć „dobra, to wezmę tę lepszą”. Tak samo ma Samsung w smartfonach, pierdzielca idzie dostać w porównywaniu poszczególnych modeli, które nie różnią się od siebie niczym szczególnym, więc ostatecznie bierze się ten „najlepszy”.

    Ale jak ktoś ma kasę, no to kurczę, pasje trzeba pielęgnować, więc czemu nie zaszaleć. Zresztą… Ktoś kupi rower za 20 koła i wiele osób powie, że zgłupiał. Ale kupisz rower za 3 koła i też Ci wiele osób powie, że zgłupiałeś, przecież są tańsze. Niech każdy jeździ na tym, na czym się czuje najlepiej 🙂

  • Sebastian Czapnik

    Dobrze spostrzeżone i napisane. Warto czasami podnieść oczy z przedniego koła i zwolnić nieco.

  • Puste słowa skierowane do pustych głów. Ja mam czasem wrażenie, że na te głupkowate hasła i tak nikt się nie łapie, poza tymi, których stać na rower za 10.000zł, na którym nie przejadą wiecej niż 150km w sezonie.

  • #roweroterapia

    Dlatego przemawia do mnie RIDLEY 🙂

  • Henryk Nafie

    dokładnie. Mało mówią, ale rowerki pierwszej klasy 🙂

  • #roweroterapia

    „WE ARE BELGIUM”, dla mnie to tyle samo co „THIS IS SPARTA” 😀
    A do tego … pieknie to jezdzi 😀

  • Moim zdaniem taka ilość wersji jest związana z rynkiem i konkurencją. Przy produkcji idącej pewnie w setki tysięcy (w przypadku shimano to pewnie nawet miliony) zmiana kilku parametrów może oznaczać zmianę w zyskach na poziomie kilku – kilkunastu milionów $. A że konkurencja jest duża to marki muszą optymalizować procesy produkcyjne żeby jak najefektywniej budować marżę. Dlatego do każdego poziomu wtajemniczenia jest inny sprzęt. A różnice moim zdaniem są. 105 – Ultegra – Dura Ace w każdym z tych przypadków jest różnica w ergonomii, działaniu (szybkość i precyzja) i wadze.

  • Co Wy tak z tym Ridley’em? Mają jakieś przedstawicielstwo w Polsce? Czy trzeba z zagranicy ściągać? Muszę poszukać kogoś kto mi pożyczy na parę dni. Może się przekonam.

  • Karol, mocno nie doceniasz marketingu w takim razie. Nawet nie masz pojęcia jak dużo ludzi na to się łapie. Nie w sposób bezpośredni rzecz jasna, ale podświadomy jak najbardziej. Ja uważam, że robienie tego w fajny sposób nie jest złe. Jeśli do tego produkt jest dobry to czemu nie? Ty masz dobrego bloga. Czemu miałbyś go dobrze nie reklamować? To tylko pomoże. Tobie i tym, którzy Cię czytają albo tym, którzy czytać powinni.

  • Pingback: Buty na rower Mavic Tempo()

  • #roweroterapia

    Łukasz. Niestety trzeba ciągnąć z Belgii. W Polsce jest kilku pseudo dystrybutorów. Jedyny słuszny to Andrzej z http://www.bike4race.pl w Opolu. Facet to urodzony pasjonat. Jak będziesz na Śląsku to zapraszam na rundę entry levelovym xbow na s 105
    Btw moj 8 latek jeździ ich przelajem dla juniorów. Po zmianie z 15 kg kross a na 8 kg przełamać to najbardziej zadowolony rowerzysta. Nawet sam nosi rower po schodach.

  • Dzieki, za info i propozycję! Jak będę na Śląsku to na bank się odezwę 🙂

  • #roweroterapia

    Ramę mam pod wzrost 182 – 188 :). Piona.

  • Witaj Łukaszu,
    Bardzo ciekawy wpis dający do myślenia sporej liczbie osób. Parę lat temu wpadłem w taki szał zakupów by mieć osprzęt i części najlepsze na jakie mnie stać. Żeby rower był najlżejszy. Potrzeba było kilkunastu tysięcy przejechanych kilometrów i paru lat bym zrozumiał jak głupi byłem. Od tego czasu, zawsze gorąco zachęcam do robienia zakupów z głową.

    PS Cannondale jest dla mnie podobną marką do Apple. Wymyślają nowe rozwiązania nie zapatrując się na rynek.Oczywiście konkurencja się z nich śmieje, a rok później wszyscy mają w ofercie stery tappered oversize czy support BB30. Mam CAAD9 na 105 i uwielbiam ten rower. Jego zwinność i szybkość w porównaniu do innych rowerów, na których jeździłem wywołuje banana na mej twarzy nawet na dystansach 150+.

    Ten rower jest dla mnie czymś co wystarczy mi do końca życia. NIe jestem w stanie wyczerpać jego potencjału z bardzo prostego powodu: nie ścigam się, nie widzę jego niedoborów, nie potrzebuję niczego więcej. W tym całym szaleństwie trzeba wypracować swoją metodę, poznać siebie, swoje oczekiwania i możliwości. Tylko tak możemy wybrać ten „idealny rower”.