Minęło trochę czasu od wstępu do testów ubrań marki Rapha. Napisałem co nieco o ich marketingu i sposobie w jaki obsługują swojego klienta. Teraz nadszedł czas na kilka słów o pierwszych wrażeniach z użytkowania.
Dzień pierwszy – przełajówka solo
Pierwszy trening, na którym miałem okazję przetestować ciuchy odbył się w warunkach niestety trochę za dobrych. Słońce, lekki wiatr, temperatura koło 18 stopni. Na przejachę przełajową przyodziałem ocieplane spodenki krótkie i bluzę (+ kamizelka w kieszonkę). Trochę za ciepło, ale z drugiej strony jest już jesień więc wieczory robią się coraz chłodniejsze i jak wychodzę z domu to jest dużo cieplej niż jak wracam.

Spodenki to ciekawy wytwór. Niby lajkra, a jednak wyściełana czymś co powoduje, że są nieprzewiewne i naprawdę ciepłe. To znaczy, nie grzeją jak kocyk, ale dają komfort termiczny. Trzeba pamiętać, że przy temperaturze w okolicach 18 i pędzie powietrza spowodowanym poruszaniem się odczuwalna temperatura jest o parę stopni niższa. Kupiłem rozmiar L i przy moich „udach jak wiadra” to wybór idealny.

Nie są ani za krótkie, ani za długie. Nie podsuwają się do góry, co przy niektórych modelach innych marek mi się zdarza. Budowa wkładki jak dla mnie rewelacyjna. To chyba jedne z bardziej komfortowych spodenek w jakich jeździłem. Nic nie uwiera, nie uciska, nie przyciera. Naprawdę nie ma się do czego przyczepić a ja nie mogę się doczekać kiedy będę mógł je wypróbować w niższych temperaturach.

Bluza to inny temat. Po pierwsze wykonana jest z materiału, który swoją konstrukcją przypomina zwykły dres. I to nawet powiedziałby, że z gatunku tych słabszych. Oczywiście w dotyku jest miły i nie można mu nić zarzucić, ale na pierwszy rzut oka wygląda trochę jak ciuchy Fruit of the loom. Taki materiał do bluz promocyjnych z logo firmy. Dopiero detale sprawiają, że możemy mówić jednak o trochę bardziej zaawansowanym produkcie.

Bardzo fajne są wstawki kolorystyczne. Biały pasek z mikro perforacją, trochę przypominający w dotyku materiał znany z owijki to ciekawy zabieg. Od razu widać, że ciuch jest raczej „kolarski”. Dobry suwak, który nie wczepia się w materiał podczas zasuwania.
Krój bluzy to jak dla mnie temat dyskusyjny. Niby wszystko ok, ale jednak wygląda trochę luźno i niechlujnie. Może tak ma być, może taki to jest styl, ale ja chyba wolę trochę bardziej na sportowo. Rękawy są bardzo dobrej długości, trochę dłuższe niż w standardowej bluzie więc nie ma mowy o tym, żeby jakkolwiek się zsuwały. Kołnierzyk standardowy, wygodny i bez elementów, które podrażniałyby brodę.

Tył bluzy według mnie nie jest udany. Zwisa. Kieszonki są cztery (jedna na suwak – bardzo fajna bo wewnętrzna i na całą szerokość pleców) co powoduje, że jak je porządnie wypakuję to bluza wisi. Może nie w połowie tyłka, ale w 1/4. Ja tego nie lubię. Jak założymy np. dodawaną do zestawu kamizelkę to permanentnie jest problem taki, że bluza wystaje spod kamizelki.

Działanie bluzy to jej największy mankament. To absolutnie nie jest ubranie przeznaczone do uprawiania sportu. W moim przypadku po 30 minutach jazdy, kiedy organizm zaczął wydzielać ciepło i oddawać wodę bluza zaczęła ją chłonąć. Po godzinie była mokra. Bez względu na towarzyszący pęd powietrza. Do domu wróciłem w kompletnie mokrym i już chłodnym ubraniu. Kamizelka oczywiście pomaga bardzo w takiej sytuacji (swoją drogą fajny produkt, ale dosyć typowy i niewyróżniający się niczym poza kolorystyką), ale mimo wszystko to bardzo duży minus. Osoby trenujące o takim ubraniu mogą zapomnieć. Nie ma sensu. Oczywiście przy pogodzie w okolicach +15 / +20 i tendencji do pocenia się. Zobaczymy jak będzie w niższych temperaturach.
Dzień drugi – wieczorem w grupie
Drugi wypad to trochę inne warunki pogodowe, ale nadal nie idealne do testowania. Wieczorna jazda w grupie – dosyć mocna. Zestaw ten sam co w przypadku przełajów. W zasadzie spostrzeżenia podobne, czyli super spodenki, ale niestety słaba bluza powodująca, że pocę się momentalnie. Bluza ewidentnie wody nie odprowadza. Jedyną ciekawą rzeczą którą zauważam są dwie ukryte kieszonki. Jedna z przodu na lewej piersi – świetna np. na schowanie słuchawek. Trzeba tylko pamiętać, że tam są i wyjąć je przed wrzuceniem do pralki. Druga na wysokości prawej nerki (chyba) pasująca idealnie, żeby trzymać w niej np. kasę, klucze do mieszkanie itp. Moje spostrzeżenia z tego treningu są podobne jak z poprzedniego. To nie jest strój na trening. Przejechać się tak. Spokojnie i dostojnie.
Dzień trzeci – mgła i wilgoć
Temperatura ok. 13 stopni docelowo koło 15. Bardzo duża wilgoć w powietrzu. Na ten trening zabrałem ze sobą kurtkę rain jacket (była szansa na deszcz, ale niestety finalnie się nie udało) oraz nogawki. Nogawki torchę na wyrost, ale jak się okazało w ogóle nie było to problemem.
Zacznę od nogawek. Kupiłem rozmiar M. Tak wychodziło z wymiarowania. Poza tym nienawidzę jak mi się poluzowują. Nie mogą się zsuwać a póki co mam same takie doświadczenia (tak, tak to te moje wielkie uda). Okazało się, że te nogawki są idealne. Począwszy od kroju po wykonanie i materiał skończywszy. Nie dość, że nie są za ciepłe, to jeszcze dają super komfort termiczny, w ogóle nie krępują ruchów i pomimo pocenia się odprowadzają wodę niesamowicie szybko. Nawet jeśli okaże się, że jest jej za dużo i sobie nie radzą, to przy zwolnieniu tempa schną tak samo szybko jak mokną. Nie zsuwają się i są tak precyzyjnie zaprojektowane, że wchodzą idealnie pod szew w spodenkach, który je dodatkowo przytrzymuje więc na czterogodzinnej jeździe nie poprawiałem ich ani razu. To się rzadko zdarza.
O bluzie napiszę tylko, że podobnie jak w dni poprzednie była mokra po godzinie i to się przez trzy kolejne nie zmieniło.

Kurtka to znowu produkt zaprojektowany dobrze. Nawet bardzo dobrze. Po pierwsze to tzw. soft shell czyli nie jakaś tam cerata ale normalna kurtka. Biorąc ją do ręki mamy takie wrażenie. Tyle tylko, że okazuje się, że i tak jestem w stanie złożyć ją do rozmiarów pięści i schować do kieszonki. Tego się nie spodziewałem. Wisiała na wieszaku i jak ją zdejmowałem to byłem przekonany, że to wersja do założenia w domu i zdjęcia też dopiero w domu. A tu taka niespodzianka. Nie było deszczu więc ciężko mi coś powiedzieć o jej wodoodporności, ale i tak się przydała. W czwartej godzinie, w drodze powrotnej do domu była idealna do tego, żeby się nie wychłodzić od przeraźliwie zimnej i mokrej bluzy.

Z ciekawostek mogę dodać, że ukośny suwak to fantastyczne rozwiązanie. To nie bajer. Naprawdę działa. Jeśli chcemy trochę się rozpiąć bo jest za ciepło to takie rozwiązanie powoduje, że podczas jazdy z kurtki nie robi się balon. Powietrze tak łatwo nie wpada do środka. Dużo lepiej można kontrolować to jak bardzo chcemy się schłodzić. Poza tym mam też wrażenie, że taki suwak trochę lepiej się układa jak jest pochylony i nie zwija się w „wężyka”.
Konkluzja
W kilku słowach. Rapha to mercedes. Co by o tych ubraniach nie mówić, są wykonane perfekcyjnie. Przemyślane, bardzo funkcjonalne, dobrze się w nich wygląda no i mają też swoją szacowną cenę. Im więcej w nich jeżdżę, tym bardziej mam też wrażenie, że łagodzą obyczaje. To nie jest ubranie na wyścig, dla kogoś ze sportowym zacięciem. To ewidentnie produkt na przejachę ze znajomymi. Komfortową, sympatyczną, zakończoną filiżanką herbaty z porcelanowej filiżanki.