// artykuł...

MTB

Rozpoczęcie sezonu Mazovia MTB Marathon w Zgierzu

Dojazd na metę

Dojazd na metę

24 kwietnia 2010 roku (niedziela) o 11.00 rozpocząłem sezon startów rowerowych. Tym razem wypadło na Zgierz (pod Łodzią). Bardzo ciekawe miejsce, w którym do tej pory Mazovia jeszcze nie gościła. Bardzo ładna pogoda, w sumie całkiem znośna temperatura, super trasa i organizacja… ale po koleii…

Zacznę od tego jak wyglądał mój tydzień treningowy przed maratonem. W poprzedni weekend zaliczyłem kilka całkiem mocnych treningów, w tym jeden o długości 4:40, który czułem jeszcze w środę. W związku z tym poniedziałek był dniem w którym odpuściłem jeżdżenie zupełnie. We wtorek wybrałem się na lekki rozjazd (chociaż może trochę za długi). Wyszło około 2h (60%Hrmax) w zasadzie tylko z jednym szarpnięciem pod próg beztlenowy (ok. 3min). Środa to krótszy, ale trochę intensywniejszy trening (1:15 i 72%HRMax, 2x5min do progu beztlenowego). W czwartek zrobiłem ponownie wolne. W piątek wybrałem się na 1h w trakcie której zrobiłem 4x5min powtórzenia z tętnem w okolicach (90%HRMax, średnie wyszło 76HRMax). Sobota miała być spokojnym rozjazdem, ale przez przypadek wyszło, że jechało ok 2:45, za to bardzo spokojnie (poniżej 60% HRMax z kilkoma szybkimi zrywami pod próg beztlenowy)

Do tego dodam, że starałem się w tym tygodniu jeść zdecydowanie mniej co spowodowało, że w dniu zawodów ważyłem ok. 1,5kg mniej niż na początku tygodnia.

Mniej więcej po takim tygodniu przyszedł czas na pierwsze ściganie.

Wyjechaliśmy do Zgierza ok. 7 rano. Na miejscu (zaliczając postój na stacji) byliśmy około 9.20 Szybkie ogarnięcie, sprawdzenie chipów startowych i sprzętu i o 10:40 stałem już w sektorze. Postanowiłem na trasę zabrać ze sobą tym razem tylko jeden bidon i jeden żel energetyczny. Dystans wynosił ok. 42km więc zakładałem, że na 2h jazdy wystarczy, tym bardziej, że po drodze są dwa bufety. Co było dalej?…

Ruszyliśmy punktualnie. W miarę szybkie pierwsze kilkaset metrów niestety nie pozwoliło stawce odpowiednio się rozciągnąć, co więcej wyjazd z terenu ośrodka wiódł przez piaskowe i pagórkowate tereny spowodował kilka zatorów. Na szczęście ten etap udało się przejechać bez większych problemów. Kolejny fragment to asfalt, który po chwili przerodził się w drogę polną z piachem po łydki. Środkiem nie dało się jechać więc wszyscy zaczęli jechać bokami (polem). Było bardzo szybko i bardzo trzęsło. Ponieważ z oczywistych powodów w powietrzu unosiła się masa kurzu, piachu i nie wiadomo czego jeszcze musiałem się napić. Niestety wyciąganie bidonu w tych warunkach skończyło się jego zgubieniem. Już na 2 – 3km zostałem pozbawiony picia.

Pierwsza część trasy była szybka i płaska więc jechało mi się całkiem dobrze. Lubię takie sprinty, a moje warunki fizyczne sprawiają, że jest mi stosunkowo łatwo uzyskiwać całkiem dobre prędkości. Był jednak jeden problem – tętno. Cały czas podchodzenie pod próg beztlenowy było nieskuteczne. Jak tylko udało mi się przekroczyć 160 uderzeń (maxa mam na 178, a próg beztlenowy na 163, na podstawie badań) zaraz spadało w okolice 150.

Po 20 km zaczęły się podjazdy i o dziwo jechało mi się nadal dobrze. Nie odstawałem na górkach. Nie byłem może głównym wyprzedzającym / atakującym, ale też nie dawałem się za bardzo wyprzedzić. Co więcej do końca zawodów udało mi się nie zejść z roweru. Podjechałem wszystkie wzniesienia, a trochę ich było:

20100424 Wysokosc

20100424 Wysokosc

Niestety po 20 kilometrze (ok. 40 min) zacząłem odczuwać braki w nawodnieniu co spowodowało że tętno przestało wchodzić na wysokie poziomy:

20100424 zawody zgierz tetno

20100424 zawody zgierz tetno

Nie wiem na tą chwilę jaki jest powód tego, że w zasadzie przejechałem całe zawody w mocnym tempie treningowym (nie zachaczyłem nawet o strefę beztlenową… dziwne…). Zerknąłem natomiast na to jak sprawa wyglądała na poczatku zeszłego sezonu i wówcza muszę obiektywnie stwierdzić, że było gorzej:

20090405 zawody Łódź tętno

20090405 zawody Łódź tętno

Cóż… zobaczymy co będzie dalej. Przede wszystkim bardzo interesuje mnie kiedy w końcu będę czół, że organizm pracuje na odpowiednich obrotach… Może to kwestia regeneracji…? Może muszę bardziej odpocząć?…

Wyniki w każdym razie są takie.

Na koniec dorzucam fajny filmik z trasy… w 14 sekundzie śmigam z lewej strony :-) Można ŚCISZYĆ bo daje po uszach!

Źródło: mtblife.pl

Podziel się z innymi:
  • Facebook
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Wykop

Discussion

No comments yet.

Post a comment

Anti-Spam Protection by WP-SpamFree